11 lipca 2014

bo czasem człowiek musi inaczej się udusi

W tytule oczywiście chodzi mi o to, że czasem trzeba się z kimś podzielić przemyśleniami, bo to nas zżera od środka.... No to jadziem....

Znowu czytamy wiadomości z Pl i znowu szlag trafia z okazji głupoty ludzkiej. Co sie do cholery z tym krajem porobiło? Czytam wiele mądrych komentarzy pod wiadomościami z pl. Wśród wypowiadających się są ludzie w różnym wieku, z różnym wykształceniem, i małolaty, i emeryci, i robole, i magistry. Ja się pytam, gdzie oni są w takim układzie? Gdzie sie ukrywają i dlaczego? Czy wszyscy siedzą za granicą, czy jak? No bo skoro tyle mądrych, pomysłowych interesujących wypowiedzi widzę każdego dnia, to dlaczego w kraju z dnia na dzień jest gorzej? Znaczy ja sie domyślam tego stanu rzeczy. Moim zdaniem, za dużo podziałów i nienawiści miedzy zwykłymi ludźmi. Mimo, że każdy ma jakiś fajny, interesujący pomysł, jakąś receptę na poprawę sytuacji to jeden drugiego nie słucha jeden z drugim nie stanie ramie w ramię by domagać się swoich praw, by doprowadzić po trochu do porządku choćby w swoim najbliższym otoczeniu, w swojej wsi, w swoim mieście, w swoim powiecie, województwie. Nie da się, bo Iksiński nie będzie stał koło Zetowskiego. Bo Kowalski nie może zgadzać się z Nowakiem nawet jeśli by wstępnie te same zasady wyznawali. Co? Kowalski też tak myśli? To ja w zasadzie dziś właśnie doznałem olśnienia, zmieniłem zdanie, zmieniam poglądy, przecież Kowalski to głupek... O i tak to wygląda w Polsce. Niby każdy by chciał dobrze ale pod warunkiem, że sąsiad nie chce tego samego. Jeszcze   jakis czas temu liczyłam, że cos sie może zacznie zmieniać w tym kraju na lepsze i może moje wnuki doczekają normalnej Polski. Teraz już nie mam złudzeń. Nie jestem co prawda ani politologiem, ani ekonomistą, ani socjologiem, ale nawet taki mały rozumek jakim włada zwykła kura domowa potrafi ogarnąć jak wygląda sytuacja tego kraju.W moich rodzinnych stronach nie ma jednej większej  firmy, fabryki w promieniu mniej więcej 200km. Za to są gigantyczne lub liczne urzędy ZUSu, Urzędow Pracy, OPSów, Urzędów Gminy. Nawet z tak podstawową wiedzą jaką mam na ten temat wiem, że aby wszystko funkcjonowało dobrze muszą być odpowiednie proporcje roboli i urzędasów. Rozejrzyjcie się w okół. Myślicie, że są dobre proporcje?
Secundo ludzie pracują w młodym wieku, żeby wypracować sobie pieniądze na emeryturę, ale to działa tak, że to, co młode pokolenie wypracowuje dziś - otrzymują aktualni emeryci, zaś na emerytury pracujących dziś osób, będą pracować następne pokolenia. Im dłużej będzie pracować to pokolenie, tym później robotę dostanie następne. Naprawde nie trzeba być ekonomistą by zrozumieć tak prostą kwestię, że skoro moje pokolenie ma problemy z otrzymaniem jakiejkolwiek pracy, do tego musi pracować do 67 roku zajmując wszystkie dostępne miejsca pracy, to młodsze pokolenie praktycznie na tę prace nie ma szans. Dołączam do tego w swoje mózgownicy jeszcze 2 publikowane często przez gazety fakty: 1. masowa emigracja i 2. coraz mniej rodzących się dzieci. Polska się wyludnia jak krzyczą gazety. Wnioski nasuwają się same:
- nie długo (kilka lat?) powinno zacząć brakować pieniędzy na wypłaty emerytur
- nie długo powinno zacząć brakować pieniędzy na utrzymywanie urzędników, na utrzymywanie służby zdrowia i edukacji już brakuje od dawna
- w związku z powyższym mogą wzrosnąć podatki (bo skąd wziąć kasę)
- w związku z powyższym ludzie będą klepać biedę
W końcu i do  Warszawki, Krakowiku itp też biedusia zajrzy, bo wszystko ma swoje granice. Wtedy zajarzą o co tyle hałasu było...

Już dziś - jak czytam od czasu do czasu w prasie krajowej - coraz więcej rodzin żyje na granicy ubóstwa. Co więcej, ubóstwo dotyczy także rodzin pracujących!!! (nie patologicznych)

Już te fakty są dla mnie wystarczające do stwierdzenia, że pokolenie moich dzieci ma marne szanse na normalne życie w pl, na założenie i utrzymanie rodziny.

Do tego ostatnio opublikowane opinie ludzi, którzy dokładnie znają realia naszego kraju, że pl istnieje tylko na papierze, a tak naprawdę to "ch ,dupa i kamieni kupa" ;-) Jakże trafne określenie!
Myślę, że tu nie ma sensu roztrząsać kto i po kiego pierona  nagrywał polityków, jaki miał w tym interes, kto mu kazał itede itepe. No dobra można i pewnie nawet trzeba sie tym zając dla bezpieczeństwa kraju, ale dziwi mnie niezmiernie że to kto, poco? kiedy? dlaczego? jest ważniejsze od tego, co zostało ujawnione i to dla zwykłych ludzi...
Wyobraźmy sobie sytuację:  jakiś gówniarz, którego nawet nie lubimy pokazuje nam nagranie ze swojego telefonu, jak nasz sąsiad wynosi z naszego domu telewizor, lodówkę, biżuterię itp, braki jakich to elementów już stwierdziliśmy wcześniej.... Nie wiem, jak wy, ale ja starałabym się w tej sytuacji wyjaśnić sytuację z sąsiadem (w taki czy inny sposób), doprowadzić do odzyskania swojej własności, odszkodowania, i ukarania sąsiada. Gówniarzowi, nawet temu nie lubianemu, bym podziękowała. No ale zapewne niektórzy - jak wynika z obserwacji bieżących wydarzeń w kraju - oskarżyli by niesfornego młodzieniaszka o nielegalne nagranie i psucie relacji sąsiedzkich, zastanawiali by sie bez końca po co teg gówniarz pałęta sie koło ich domu, z kim, jaki też miał w tym interes, kto mu kazał itede. Bo to Polska właśnie. Wszystko postawione na głowie.
Dziennikarze co chwila jakiś idiotyczny temat wydłubią i wałkują go tygodniami, miesiącami a w tym czasie osły z Wiejskiej robią co chcą, cegła po cegle, kamyczek po kamyczku, fabryka po fabryce sprzedają wszystko, co dawną Polskę tworzyło,  bawią się... W


W tym momencie w zasadzie powinnam mieć to wszystko w nosie albo w innej części ciała, bo dziś to już nie mój cyrk, nie moje małpy... ale człowiek tam sie urodził, tam dorastał,  tyle lat mieszkał, tyle lat pracował na ten kraj, tyle lat biedował w tym kraju, ma tam znajomych, rodzinę, z którą chciało by sie czasem zobaczyć. Chciało by się jadąc w odwiedziny widzieć ten dawny dom zadbany, radosny, bogaty, chciało by się odwiedzić czasem stare kąty i zobaczyć w nich szczęście i uśmiech, a nie tylko płacz i zgrzytanie zębów... Marzenie ściętej głowy. Prędzej cała rodzina wyjedzie zagranicę, niż życie w pl sie poprawi.

Jest jeszcze jedna kwestia, która mnie irytuje w kraju, który przez długie lata był moim domem.Księża i - jak to ktoś ostatnio trafnie określił  - próby zrobienia z pl skansenu katolickiego. Nie wiem, czy niektórym z nich w dupach się poprzewracało czy ki pieron?
Jako małolata wierzyłam księżom bez zastrzeżeń, wierzyłam że ksiądz i wiara to jedno. Jednak niektórzy z nich sami się postarali by w moich oczach stać się bandą zwykłych oszołomów. Wielu z Was pewnie się nie jest w stanie zgodzić z moją pokręconą teorią, że wiarę w Boga można oddzielić od wiary księżom. Ale ja tak robię. Wolno mi.  Jak już mówiłam nie raz - nie uważam siebie za dobrą katoliczkę. Piszę jednak "katoliczkę", bo w takim kościele zostałam ochrzczona, przyjęłam pozostałe sakramenty, byłam wychowywana w katolickiej rodzinie. Jednak w co ja wierzę, to już mój osobisty interes, przynajmniej tu w Be. Bowiem w pl trzeba bardzo uważać w co się wierzy, co się mówi i robi.Czasem można zostać posądzonym o czary albo praktyki satanistyczne przez byle gest, czyn, rysunek, o czym dane mi się było przekonać kilkukrotnie. M.in. stąd mój nick netowy. Wiedźma to ja. Udało mi się zostać oskarżonym o działania z pogranicza czarnej magii. Nie wierzycie? Mój pierwszy stopień do piekła: przyznaję się bez tortur -czytałam i oglądałam i to z wielkim zainteresowaniem "Kod Leonarda da Vinci", ze 4 razy czytałam całą kolekcje przygód Harrego Pottera i do tego jeszcze oglądałam i o zgrozo pozwalałam oglądać moim córkom filmy z cyklu Harry i cośtam. No ale na miotle latałam od małego, więc niczego nowego się nie nauczyłam, czyli szału nima. Jednak drugi raz zgrzeszyłam organizując "tęczowe wakacje" dla dzieci. Kurde jak bum cyk cyk jeszcze wtedy nie wiedziałam, że tęcza jest symbolem kochających inaczej, ale mi to uświadomiono i zwrócono uwagę, że będzie sie mi patrzeć na ręce podczas tych zajęć dla dzieci.  Dobrze, że wtedy o gender nikt na wsi nie słyszał, bo dopiro by sie działo. No ale mam też na sumieniu nikczemny plan sprowadzenia pobożnych, niewinnych dzieci na drogę czarnej magii i satanizmu. Plan ten jednak został mi udaremniony poprzez radykalny zakaz organizowania muzycznego przedstawienia andrzejkowego z udziałem bab-jag (babów-jagów?). Jako odkupienie winy dostałam propozycję przygotowania jasełek... pf jak przystało na zagorzałą antychrystkę z propozycji owej nie skorzystałam (czytaj: po miesiącu prób i przygotowań do przedstawienia, które okazały się zwykłą startą czasu,  byłam tak wkurwiona, że naprawdę miałam ochotę jakiś krwawy rytuał czarnej magii publicznie odprawić ku uciesze gawiedzi). To są anegdotki  z mojego życia i pracy na stanowisku bibliotekarza w małej wsi. To jest polska rzeczywistość, gdzie w bajce o Jasiu i Małgosi doszukuje się wątków czarnomagicznych, gdzie w kreskówce o Żwirku i Muchomorku widzi się propagowanie homoseksualizmu.  Gdzie nie można się po prostu fajnie bawić z dziećmi umilając im czas, żeby ktoś nie posądził o propagowanie zła lub nie podejrzewał o pedofilię. Gdzie stosowanie antykoncepcji traktuje się na równi z dzieciobójstwem. Gdzie ćwiczenie jogi jest zakazana przez kościół. Gdzie po złych wieściach wiesza się posłańca, zamiast szukać prawdziwych winowajców... ale o tym już było...

Kościół w pl dąży do samozagłady, ciągnąc za sobą całe państwo na zatracenie. Taka jest moja opinia.

 Poznałam w życiu kilku księży z prawdziwego zdarzenia. Jakby więcej takich było, to pewnie kościoły w Pl pełne by były młodzieży, nie było by afer w kościele... i tych wszystkich głupot, które próbuje się (z dobrym skutkiem) wcisnąć wiernym. Ci dobrzy wg mnie księża mają duża wiedzę teologiczną, psychologiczną i kochają oraz doceniają ludzi bez względu na to kim są, nie muszą się więc odgradzać od społeczeństwa kratami w oknach, alarmami ani drutem kolczastym. Dla każdego człowieka drzwi u dobrego księdza są zawsze otwarte, taki ksiądz zawsze znajdzie czas, by porozmawiać, wysłuchać, poradzić, pocieszyć. Dobry ksiądz nie boi się trudnych pytań. Dobry ksiądz nie pogardza człowiekiem, tylko dlatego, że myśli inaczej niż on. Dobry ksiądz żartuje i się śmieje nie tracąc na tym ani szacunku ani powagi. Ilu takich znacie? Ja znam kilku. Takim księdzem był Karol Wojtyła , takim był ksiądz Twardowski, takim jest proboszcz z mojego miasta, takim widziałam mojego licealnego katechetę, takim zapamiętałam księdza urodzonego w mojej wsi... Wokół takich księży zawsze pełno ludzi, dzieci, młodzieży, dorosłych i to nie dlatego, że muszą, ale że chcą. To dzięki tym księżom zachowałam jakieś resztki wiary. Niestety w pl są tacy rzadkością, dlatego jest jak jest.
Poznałam osobiście takich, dla których ich własne, często porąbane idee są ważniejsze niż żywy człowiek, niż życie, zdrowie, uczucia tego człowieka. Pamiętam, jak poszłam zapytać, czy mogę ochrzcić córkę będąc samotną matką, bo nie mieszkałam z  jej ojcem praktycznie od początku ciąży. Księżulo najpierw próbował mnie namówić na małżeństwo z tym pijakiem i nierobem. Gdy się nie zgodziłam, kazał mi z nim (ojcem dzieci) jechać na 3 dni do Częstochowy na msze dla alkoholików. Szczena mi opadła na glebę i się zapytałam jak on se wyobraża na 3 dni z 4 miesięcznym dzieckiem bez auta? Na co on mówi, żeby dziecko zostawic komu z rodziny na ten czas... Sie chamsko zapytałam na koniec, czy moje cycki też mam zostawić u rodziny, bo niemowlęta w taki idiotyczny sposób się odżywiają, a ja za ciul jasny nie dam rady latać przez cała Polske na karmienie... Wyobraźcie sobie, że i to go nie zgasiło - zaprawiony widać w bojach z kobitami, bo zaproponował mi późniejszy termin. No więc na odczepnego rzekłam "ok" i sobie poszłam. W końcu miałam dobre chęci, pomyślałam, że dobry to by był poczatek na odnowienie kontaktu z kościołem, ale nie było to dla mnie jakimś celem życia ten chrzest. Naiwnie liczyłam też na jakies dobre słowo, wsparcie, możliwość rozmowy z kimś poważnym, bo byłam w bardzo trudnej sytuacji psychiczno-rodzinnej, sama ze wszystkim. Potem oczywiście księżulo sam zaproponował chrzest, bo poniewczasie zajarzył, że w tym terminie, co on mówił, to dziecko będzie mieć ponad rok i może dziwnie wygladac w jego wspaniałym wzorowym kościele. Młodą ochrzciłam, ale powrotu do kościoła mi się odechciało. Dopiero później spotkałam normalnego księdza, o którym mówiłam i troche zmieniłam nastawienie do kleru pojmując, że wszędzie, także w kościele są ludzie i parapety. Ja jestem w stanie pogodzic się z faktem, że kościół nie chce ochrzcić dziecka samotnej kobiety, Ok. Ale do szlaka jasnego niech jej nie zmusza w imie chorei idei do poślubienia pijaka, złodzieja, czy innego palanta, który może tylko i wyłącznie zaszkodzić jej i dziecku. Ale co księża wiedzą o życiu rodzinnym, o rodzeniu, noszeniu ciąży, wychowywaniu, nieprzespanych nocach, życiu z pijakiem? Nie wiedzą nic i przeważnie nie chcą wiedzieć, bo po co?

No i jeszcze ostatni głośny temat  temat z tabloidów. Aborcja i temu podobne.
Tak się składa, że ja akurat nie jestem przeciwnikiem ani antykoncepcji, ani in vitro, ani aborcji w określonych okolicznościach. Pod warunkiem, ze nie szasta się tym na prawo i lewo. Jak ze wszystkim -  granice rozsądku. Uważam, że zarówno lekarz powinien mieć możliwość postępowania zgodnie ze swoimi przekonaniami i wiarą, ale takie samo prawo winna też mieć kobieta, wszak nawet w Polandii nie każda kobieta jest katoliczką,  o czym zdaje się wielu zapomina.  Porównywanie płodu ludzkiego do nic nie znaczącego warzywa, rzeczy - jak to czasem czynią zagorzali zwolennicy aborcji - wydaje mi się niesmaczne, bo jakby na to nie patrzeć jest on zalążkiem ludzkiej istoty... Nie mam odpowiedniej wiedzy, by ocenić, kiedy płód zaczyna cokolwiek czuć, ale jakos bardziej wierzę naukowcom i lekarzom, niż na ten przykład księżom, którzy przeważnie wiedzy odpowiedniej także nie posiadają. Tak czy inaczej uważam, że traktowanie kobiety jak inkubatora i zmuszanie jej do noszenia niechcianego dziecka albo dziecka, które ze względu na koszmarne wady genetyczne będzie cierpiało niepojęte męki po urodzeniu  - jest tym bardziej chore. Płód może nie jest pomidorem, czy ziemniakiem, ale stanowi część kobiety, przynajmniej dopóki nie da rady sam przeżyć jako odrębny organizm, a tak jest do około 20 tygodnia.  Ja nosiłam troje dzieci i na wszystkie czekałam z radością, w każdym, przypadku okazywało się, że dzieci będą zdrowe, ale mimo tego ciąża uprzykrzyła mi życie do granic możliwości. Nie potrafię sobie wyobrazić jak musi się czuć np kobieta która nosi dziecko będące efektem brutalnego gwałtu. Nie wiem, jaki ja bym miała stosunek do takiej ciąży, bo nie byłam na szczęście w takiej sytuacji. Być może chciałabym urodzic takie dziecko, czekałabym na nie z radością, ale nie wiem tego na pewno, bo nie byłam w takiej sytuacji!!!! Gwałt to nie złamanie ręki na rowerze, to nie operacja wyrostka, to koszmar, trauma na całe życie. Skąd wiesz jak Ty bys zareagowała w takiej sytuacji?(używam rodzaju żeńskiego, bo facet w ciąży być  nie może jak na dzień dzisiejszy) ....Nie wyobrażam sobie też bym miała urodzic dziecko, o którym bym wiedziała, że np nie będzie miało połowy głowy, mózg na wierzchu, wadliwe i źle funkcjonujące wiele organów, co będzie powodowało okropne bóle u tej istoty po urodzeniu. (takie podobno było dziecko znane z ostatniej afery) Tak łatwo było by Ci wybrać? albo donoszenie ciąży równające się z torturowaniem małego człowieka, który może z takimi wadami przeżyć najwyżej miesiąc a potem i tak umrze albo aborcję, która go zabije (jak zwał tak zwał), ale oszczędzi mu cierpienia. Wiecie na 100% co byście wybrali znalazłszy się w takiej sytuacji.? Bo ja nie wiem!!! I mam nadzieję, że takie wybory w życiu mnie ominą.  Wiem za to jak bezduszni potrafią być niektórzy księża i lekarze wobec kobiet (i innych), jak niewiele obchodzi ich tak naprawdę los zwykłego człowieka. Wiem, bo przekonałam sie na własnej skórze, ze dla niektórych lekarzy i niektórych księży moje zdanie, moje samopoczucie, moje zdrowie, czy zdrowie mojego dziecka ma często znikome znaczenie. Nie chodzi tu bynajmniej o tak drażliwe tematy jak te powyżej, ale takie zwyczajne powszednie. Więc niech mi nikt nie pieprzy jacy to oni wszyscy nagle kurwa sa bogobojni, jacy etyczni, zwłaszcza w Polsce, gdy przeważnie mają cie w dupie i patrzą tylko jak na tym zarobić i zdobyć sławę.
Łatwo się niektórym wykrzykuje protesty przeciwko aborcji, in vitro, antykoncepcji, gdy ich to de facto nie dotyczy. Gdy nie muszą dokonywać takich wyborów. Jakże łatwo być przeciwnikiem aborcji gdy nawet zwykłej ciąży się nie doświadczyło, bo albo sie jest facetem albo małolatą. Jak łatwo jest potępiać innych siedząc z różańcem i gorącym kubkiem w fotelu i znając zło tylko z telewizji i opowiadań.  Będąc małolatą też miałam ideały, wierzyłam księżom, lekarzom i kochałam swój kraj. Teraz wszystko to (z drobnymi wyjątkami) mam w dupie. Życie mnie nauczyło, że trzeba mieć jakieś własne zasady i tylko im byc wiernym, a reszta niech sie goni. Polska to jednak kraj wyzuty z tolerancji, szacunku dla innych poglądów niż własne, kraj w którym z wszystkich na siłe chce się zrobić pobożnych katolików, nawet, a może zwłaszcza jak tego nie chcą. W takich kwestiach jak aborcja księża i lekarze powinni wszystko wyjaśnić ze szczegółami - księża od strony religijno-moralnej, lekarze od medycznej, ale zdecydować powinna kobieta, bo to ona musi nosic ciąże, ona musi urodzić, ona musi wychować, ona musi cierpieć, ona musi utrzymać to dziecię. Żaden księżulo, żąden nawiedzony medyk nie da tej kobiecie złamanego grosza ze swojej kieszeni, żaden z nich nie wesprze jej nawet dobrym słowem w trudnych godzinach ciąży, połogu, opieki, wychowania. Zaden nie pomoże jej stawić czoła rodzinie i społeczeństwu, które w Polsce czerpie dużą radość w znęcaniu się nad "innymi", oczywiście "w imię boże".

2 komentarze:

  1. Jak ja się z Tobą zgadzam!! A w Krakusiku wcale nie jest tak bogato... Przynajmniej nie u wszystkich... Zapraszam do siebie, bo jeszcze nie byłaś ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Doskonale wiem, że i w Krakowiku i Warszawce nie wszystkim dobrze się powodzi, tak samo jak i na Rzeszowszczyźnie, nawet na zadupiach, niektórym żyje się jeszcze bogato. Jednak w dużych miastach ciągle jeszcze jest większa szansa na robotę, bo jeszcze coś tam funkcjonuje, jakaś firma, jakaś fabryczka, a i urzędów, szkół więcej, gdzie ktoś moze dostać pracę choćby na sprzątaniu, oczywiście jak ma szczęście... Jednak z dala od dużych miast, na wiochach nie ma już żadnej większej firmy a z rolnictwa praktycznie nie da się żyć, zwłaszcza na małym gospodarstwie, tyle że ma się swoje mleko, warzywa i jaja jak lis nie zeżre kur, grad nie wytłucze warzyw.... Zresztą znam ludzi na Lubelszczyźnie, którzy mają olbrzymie gospodarki a sąsiadom wydaje się, że dobrze im się powodzi... Ja nie nazwałabym sytuacji, gdy cała rodzina łącznie z małymi dziećmi i staruszkami, zapierdziela w polu całe dnie i noce, także w niedziele i święta, "powodzeniem się", gdy 8-mio czy 10 letnie dziewczynki dźwigają 10-15kilowe skrzynie z warzywami, gdy chłopcy w tym samym wieku jeżdżą na traktorach i obsługują niebezpieczne maszyny, gdy babcie i dziadziowie mimo zagrożenia zawałem, udarem i bólami pleców zaiwaniają od piątej rano w pole... to nie jest nawet normalne... a tak to wygląda przecież.

      Usuń

Pisz śmiało. Podpisz się jednak, gdy komentujesz z anonima