22 stycznia 2014

trochę statystyki lecz nie tylko

Może statystyki Was specjalnie nie interesują, ale chcę się pochwalić, że dziś wyświetlenia (mam nadzieję, połączone z lekturą) mojego bloga przekroczyły magiczną liczbę 1000 (słownie: tysiąc). Moja próżność została więc nagrodzona (autografy przez telefon) :)  Blogowe statystyki informują mnie, że początkowo najwięcej czytających było z pl, ale ostatnio (bez wątpienia za przyczyną wrzucenia linku na moją ulubioną stronę www.belgia.net) najczęściej oglądany był blog przez mieszkańców be. Ale też jest sporo odwiedzin z wielu innych krajów całego świata. Tak sobie myślę, że ci którzy są na emigracji, czytając moje wypociny mogą sobie przypomnieć jak to było, gdy sami byli świeżutkimi emigrantami albo może się wycieczkowali po świecie bez znajomości języka na ten przykład i jakieś hece mieli z tym związane. Tutaj mam taką prośbę do Was, byście w wolnym czasie i natchnieniu zechcieli się w komentarzach (lub pisząc na priva ze zgodą na publikację na blogu) podzielić swoimi wspomnieniami, doświadczeniami z życia emigranta. Najlepiej oczywiście coś z humorem dla pokrzepienia serc :), aczkolwiek nie koniecznie.

W tym miejscu pozdrawiam wszystkich czytelników i tych stałych i tych nowych. I tych co czasem coś skrobną do mnie, i tych, którzy wolą pozostać w ukryciu. I tych z Polski i tych z emigracji. Cieszę się, że Wam się podoba to, co piszę. (jak na razie otrzymałam tylko wiele pozytywnych ocen i wiadomości, stąd taki wniosek :). Wam się dobrze czyta to dobrze. Mnie zaś się dobrze pisze - mogę się wygadać (ci co mnie znają w realu wiedzą, że mówię czasem za dużo i za szybko), ponadto utrzymuję w ten sposób kontakt z rodakami, no i nie zapomnę języka polskiego przynajmniej :)

No dobra, dość styknie tego chwalenia się, bo jeszcze wpadnę w samouwielbienie (i tak niewiele mi brakuje:).
Aaa prrrrrr, jeszcze jedno. Oświadczam, że wczoraj o godzinie coś koło 19tej się byłam zapisałam na intensywny kurs niderlandzkiego w CVO, czekam tylko na fakturę by móc dokonać płatności i tym samym potwierdzić zapisanie się. Taki kurs (bodajże 120h) kosztuje w sumie nie dużo, bo tylko 92 euro. Lekcje będą 2 razy w tygodniu od 19-22 (mniej więcej), zaczynają się we wtorek.
Kurde - mając w pamięci informację mamy kolegi klasowego mojej Starszej (też Polki) -zaczęłam szukać info o kursie w naszej miejscowości no i po wielu poszukiwaniach z tłumaczem google w końcu znalazłam strone instytucji, która sie tym zajmuje. Najprzód się zmartwiłam, bo się okazało że kursy zasadniczo zaczynają się we wrześniu i już myślałam, że trzeba będzie tyle czekać... Ale jeszcze chwile pobuszowałam po tej stronie z coraz bardziej gasnącą nadzieją i jednak znalazłam, że jest drugi nabór we styczniu.
Chciałam zapisać się przez net, bo jest formularz, ale się okazało że trza podać belgijski numer krajowy (tutejszy PESEL), a ja nie mam dowodu przecie... No więc mój M z kolegą wielojęzycznym próbowali się tam dodzwonić z roboty, acz bezskutecznie. Znajoma nawet oferowała się tam pofatygować ze mną, no ale na całej stronie nie znalazłam godzin otwarcia sekretariatu :) W końcu wpadałam na jakże genialny pomysł (czasem najtrudniej znaleźć najprostsze rozwiązanie), by napisać emaila z zapytaniem o godziny - wszak zdanie na tyle proste, że guglowy tłumacz nie poprzekręca za bardzo. No i mi odpisano, że sekretariat  jest czynny od 18 do 22, na co bym nie wpadła, choć z razu logicznym się wydaje, skoro kursy są wieczorami (lecz nie tylko). Tak oto się zapisałam hurra!


Z tym pisaniem z wykorzystaniem tłumacza internetowego, to wyobraźcie sobie, oświeciły mnie koleżanki moich dziewczyn. Historia przedstawia sie następująco: Młode od dawna prosiły, wręcz błagały mnie o założenie konta na fejsie, czemu z pierwa przeciwna byłam, mając świadomość iż jest to portal dla ludzi mających minimum 13 lat. Zakładanie konta młodszym jak by nie patrzeć jest łamaniem regulaminu. Miały profile na polskiej nk, której regulamin nie posiada ograniczeń wiekowych. Jednak "wszyscy" są już na fejsie i mało zagladaja na nk. Dodatkowo przypadkiem zupełnie przyuważyłam, że tutejsza dzieciarnia również fejsa okupuje. Koniec końców założyłam swoim wspólne konto, pozapraszały kolegów z obydwu szkół w pl (zaliczyły dwie ze względu na przeprowadzkę)  oraz obecnych. I co się okazało - poza tym, że mogą pooglądać aktualne facjaty dawnych koleżanek i kolegów, popisać z nimi to tutejsze koleżanki zaczęły też do nich pisać korzystając właśnie z tłumacza i proponując Młodym taką formę kontaktu. Osobiście uważam, że to świetna sprawa, mimo że tłumacz za dokładnie nie tłumaczy i czasem ciężko załapać o co kaman. Jednak na razie moje młode po pierwszym zachwycie trochę odstawiły fb. Może dlatego, że któraś napisała Starszej by nie była taka nieśmiała... :) Ale jak znam Młode - a znam raczej - wszystko musi sie trochę uleżeć zanim się przyjmie. Pamietam z ich wczesnego dzieciństwa, że gdy kupiło się im nowe odzienie czy buciki, to nawet nie chciały na to patrzeć, żeby najcudniejsze było. Średnio z tydzień musiała rzecz leżeć na widoku, by nasiąknąć naszością i dopiero wtedy z chęcią zakładały. Świry ;)

Fakt faktem, że to iż koleżanki same zachęcają moje córki do kontaktu, świadczy bez wątpienia o jednym, a mianowicie, że dziewczyny są tu mile widziane, że dzieci je lubią, skoro pomimo, że Starsza jest nieśmiała, one jej nie odstawiają na bok,  tylko wyciągają do niej rękę. Nawet nie wiecie, jakie to budujące jest. Choć Młode pewnie sobie nie za bardzo zdają sprawę, jaki takie gesty mają znaczenie. Próbuję to tłumaczyć. Po trochu dotrze pewnie z czasem.