3 marca 2014

wywiadówka, wiosna, wycieczki i inne wyrazy na "w"

W Belgii właśnie zaczęły się tygodniowe ferie wiosenne, a w dokładnie "krokusowe" :-)

Tutaj już czuć wiosnę. Kwitnie podbiał, mniszek, stokrotki, forsycja i masę innego kwiecia. Krokusy oczywiście też. Młody kiedyś nie mógł się opanować przed wyciąganiem łapy po żółtego krokusa u sąsiadki, bo jak zauważył, był "łany". W lesie ptaszki pitolą wiosennie. Kiedyś z młodym obserwowaliśmy jak sroka próbuje zainstalować czochratą gałąź na drzewie blisko domu, z czego wnioskuję, że sezon budowlany rozpoczęty.


A my z Młodą wybrałyśmy się wczoraj na poznawanie naszego lasu. Starsza wyjątkowo nie miała ochoty na spacer, wolała w spokoju popracować nad niderlandzkim - co mnie zdziwiło pozytywnie.
Denerwujące jest mieszkać pod lasem i nie mieć okazji go obejrzeć dokładnie i poznać wszystkich jego ścieżek. A okazji nie było, bo ciągle za mokro albo za zimno na ciąganie młodego po lesie.Takie 15minutowe wyjścia się nie liczą, bo co to za wycieczka...

No ale wczoraj chłopaki byli na swojej wycieczce, a ja z Młodą na swojej. Przeto nie musiałam co pięc minut wsadzać Młodego na foteli i za chwile go odpinać i zesadzać - co jest wielce irytujące. My na rowerach śmigałyśmy po lesie, bo ten jest do tego w sumie przeznaczony - wyznaczone są szlaki dla pieszych i dla rowerzystów. Niestety nie mogłyśmy obejrzeć dokładnie kaplicy leśnej, z której legendą zapoznał nas facet, gdy przywiózł nas w celu obejrzenia domu do wynajęcia (tego, w którym mieszkamy). Więc historie tę opowiem innym razem. Dlaczego się nie udało wczoraj? Bo Młodej nie udało się przejść nad wodą po kłodzie...
...trzeba było wracać do domu prać i suszyć buty oraz grzać zmarznięte stopy :-) Przez co Starsza żałuje, że nie dała się namówić na wycieczkę hehe.

 Zwykły las a jakie przygody :-)

A w czwartek byłam na pierwszej belgijskiej wywiadówce, co się nazywa po tutejszemu "oudercontact".
Okazuje się, że bardzo skomplikowaliśmy życie tutejszej szkoły swoim przyjazdem. Już jak zadzwoniłam do koleżanki z pytaniem, czy nie miałaby ochoty porobić za tłumacza, się dowiedziałam, że pierwszy raz na zaproszeniu na wywiadówkę piszą, że jak ktoś nie zna języka, ma przyjść z tłumaczem hehe. Wychowawczyni Starszej powiedziała, że pierwszy raz w historii szkoły mają dzieci nie mówiące ani po niderlandzku ani po francusku, więc też się uczą czegoś nowego. Zakupilli sobie słowniki niderlandzko -polskie oraz specjalny program komputerowy do nauki niderlandzkiego. Nota bene obiecali mi go zainstalować na dziewczyńskim kompie by i w domu sobie mogły ćwiczyć na nim. 
Dobra jest tu organizacja wywiadówki. Dają rodzicom trzy terminy (godziny np 16-17, 18-19, 19-20) do wyboru. Trzeba zaznaczyć, która najbardziej odpowiada i podać spowrotem do szkoły. Można tez "zamówić" rozmowę z takim jakby tu rzec doradcą, psychologiem... Mniejsza o to - podobno warto z taką osoba porozmawiać w razie jakichś problemów z dzieckiem. Następnie dostaje się konkretną godzinę, na którą się należy stawić u danego nauczyciela. Każdy rodzic dostaje na rozmowę 10 minut czasu. Zdarza się, że się ktoś rozgada i wtedy inni muszą czekać, ale mimo wszystko dobry pomysł, zwłaszcza jak ktoś ma jedno dziecko. No nam i tak to sporo czasu zajęło, bo ja byłam u trzech nauczycieli a koleżanka w międzyczasie u dwóch. 
Dowiedziałam się, że Starsza już dużo rozumie, ale nie chce mówić na razie... Charakteru przecie nikt nie zmieni. Problemem może być też fakt - co zasugerowała sama wychowaczyni - że być może koleżanki gadają o mojej córce swobodnie (nie koniecznie pozytywnie) myśląc, że ta skoro nie mówi, to nie rozumie, a tak nie jest. I przez to ona nie odważy się gadać, by nie usłyszeć o sobie w plotach koleżanek. W końcu to już nastolatki i takie rzeczy mają duże znaczenie... Rozmowa c córką potwierdza to podejrzenie więc teraz biorę to pod uwagę... Próbuję przekonywać ją do olewania niepochlebnych opinii.  Zaś Młodsza bardzo dobrze sobie radzi z językiem jak na zaledwie 4 miesiące nauki. Decyzji ostatecznej jeszcze nie ma, ale - tak jak mówiłam wcześniej - prawdopodobnie obie powtórzą rok. Powiedziałam wychowawczyniom, że takie jest w każdym bądź razie moje życzenie, by przez ten rok uczyły się głównie języka, a w następnym roku reszty materiału. Zresztą jak sama podstawy opanuję to i im łatwiej będzie pomóc. Pożyjemy - zobaczymy.