14 października 2014

Homo homini lupus est...?

Jak już pewnie wszyscy wiedzą, lubię obserwować ludzi, ludzkie obyczaje, zachowania, zabawy itd. Staram się nikogo nie oceniać, nie dzielić ludzi na kategorie i podkategorie, ale nie zawsze mi się udaje, w końcu jestem tylko człowiekiem. Czasem pozwalam sobie tu i ówdzie na jakiś komentarz, a bywa, że - jak to na babę przystało - włączam się do obrabiania czyjegoś tyłka... Hmm, nie czarujmy się, każdy ma jakieś grzeszki na sumieniu i nie ma po co udawać, że jest inaczej... 

Jednak zasadniczo świat widzę w jasnych kolorach i w ludziach też staram się raczej lepszych stron dopatrywać, albo próbuję zrozumieć dlaczego ten czy ów takim a nie innym zachowaniem się wykazuje. (nie u każdego jednak da się znaleźć zadowalającą mię ilość dobrych cech, a niektóre zachowania są niezrozumiałe i nieakceptowalne kompletnie).Na swoim blogu staram się również pokazać raczej fajne, ładne, miłe, przyjemne rzeczy, które oglądam, doświadczam, spotykam na swojej belgijskiej drodze...

Oczywiście niektórych z jakiegoś powodu boli, że czasem sobie zrobię porównanie z polskimi odpowiednikami, które wypadają słabiej i od razu zarzuca mi się "wieczne narzekanie na wszystko polskie" itd. Być może jakoś nieodpowiednio swe myśli formułuję, gdyż ja chcę podzielić się swoją radością, dziecięcym wręcz zachwytem nad pięknem kraju, w którym żyję, ceniąc jednocześnie uroki polskiej ziemi, ale wielu - jak się okazuje - odczytuje to tylko i wyłącznie jako niekończącą się krytykę pl, czy wręcz antypolskość... Zazdrość? przesadny patriotyzm? czy po prostu zwykły pospolity trolizm internetowy? A może.... polacyzm? Kto ich tam wie...

Są też tematy, momenty w życiu, obok których nie sposób przejść ze spokojem i zachwytem,  i trzeba zareagować albo po prostu odreagować poprzez pisanie, gadanie. Niekiedy obgadanie tematu z kimś pozwala więcej zrozumieć,  wyjaśnić niejasności, czy też po prostu uwolnić się od upierdliwych, męczących myśli. Pisanie ma takie działanie lecznicze, oczyszczające,,, przynajmniej dla mnie.

Ostatnio (zresztą nie tylko ostatnio) na bazie obserwacji otoczenia realnego jak i wirtualnego próbuję jakoś sensownie sobie wytłumaczyć dlaczego my Polacy zachowujemy się tak mało racjonalnie i dlaczego tak źle o sobie mówimy nawzajem. Najbardziej rzuca się to w oczy na wszelakich internetowych stronach polonii. Polacy za granicą, Polacy w Polsce - wszędzie to samo, czyli wzajemne obrażania, wyzwiska, obelgi i rzucanie kłód pod nogi. Coraz bardziej skłaniam się do teorii, że w pl nikt nie ma prawa mieć odmiennego zdania, odmiennych zainteresowań, poglądów, wiary jak tylko "jedyne słuszne" kreowane przez aktualne media i rządzących nimi ludzi władzy wszelakiej a reprezentowanych przez całe grupy zwykłych Kowalskich i Nowaków. Ba, często widzę, że nie może się nawet nikomu nic innego podobać, nic innego wzruszać, bawić, denerwować, martwić... Do tego jest KILKA  takich grup "jedynie słusznych" poglądów, które wzajemnie najchętniej by się pozabijały albo przynajmniej powydzierały oczy i obdrapały mordy... Z tym tylko, że najczęściej i najchętniej skaczą sobie do gardeł w Internecie na wszelakich forach, blogach, portalach społecznościowych, gdzie wielu chowa się za mniej lub bardziej idiotycznym nickiem lub wręcz całkiem anonimowo. Mam takie podejrzenia, że w realu ci wielcy krzykacze i mąciwody częstokroć są tzw dupolizami, którzy w sieci najzwyczajniej w świecie odreagowują swoją realną uległość wobec innych. Niczym czarnoksiężnik z krainy Oz udają wielkich, ważnych i mądrych w sieci, będąc śmiesznymi, małymi przestraszonymi ludzikami w życiu rzeczywistym.,,
A przecież można po prostu normalnie dyskutować, spierać się, rozmawiać bez chamstwa, wzajemnych oskarżeń, obrażania, epitetów z dolnej półki. Natykam się czasem na takie inteligentne  i kulturalne dyskusje i lubię je czytać nawet jak ich temat nie jest mi bliski i sama nie mam w nim nic do powiedzenia, to wielu ciekawych rzeczy można się dowiedzieć z lektury takiej konstruktywnej wymiany zdań. Trafiłam kilka razy na bardzo zażartą dysputę, która zaczynała się od komentowania bieżących wydarzeń polityczno-społecznych a kończyła opisami, rozważaniami z zakresu filozofii, polityki, historii, religii  sięgającymi początków cywilizacji. Najbardziej gorliwi uczestnicy takiej wymiany zdań potrafią dzielnie i interesująco bronić swoich racji do samego końca nie tracąc jednak szacunku dla opinii odmiennych. Wiedząc, że w Internecie spotkać można wielu ciekawych ludzi, o interesujących poglądach i z niecodziennymi doświadczeniami ciągle chętnie uczestniczę w życiu wirtualnym. Szkoda tylko, że coraz częściej trafiam ostatnio na chamstwo i prostactwo dominujące w rozmowach wirtualnych Polonii. Portale mające łączyć Polaków, są tak przesiąknięte jadem, wzajemnymi żalami i niesnaskami, że czasem chce się wyjść trzaskając drzwiami (szkoda że się nie da) albo zrobić normalnie rozpierduchę totalną. Istna wylęgarnia troli. Nawet proste pytanie o bieżące sprawy życiowe, czy opublikowanie żartobliwego tekstu albo obrazka mającego rozweselić rodaków często przeradza się po paru minutach w dziką awanturę pełną niekontrolowanych obraźliwych zdań... Homo homini lupus est...

O ile brak tolerancji w Polsce jeszcze jestem w stanie zrozumieć, bo mało tam obcych i innych się plącze, to ludzie zdziwieni i może boją się "Czarnych", "Żółtych", kochających inaczej itp. Ale już masowe skrajnie nietolerancyjne zachowania i opinie wśród Polaków, żyjących od wielu lat zagranicą są dla mnie na prawdę nie do pojęcia. Rozumiem tam 5 osób na krzyż, ale ilość ludzi polskiego pochodzenia bardzo źle wyrażających się o innych nagrodach i innych własnych czyli polskich regionach mnie przeraża. Zwłaszcza tu, gdzie sami jesteśmy obcymi przybyszami, gdzie sami niejednokrotnie jesteśmy przez tubylców traktowani jako zło konieczne.

Nikt nikogo nie zmusza do miłości, przyjaźni do przedstawicieli innych narodowości, innych religii, ale do cholery można chyba żyć bez opluwania, wyzywania tamtych, traktowania jako gorszych. Śmieszne to jest i wg mnie dziecinne, że jeden z drugim pcha się do obcego kraju i chce żyć w nim wg zasad,  praw obowiązujących w pl albo wręcz własnego widzimisię. Mało tego, żąda by inni też tak żyli. Czy to jest normalne? Niektórzy zdaje się oczekują, że wszyscy powinni zacząć mówić po polsku i przejść na katolicyzm... Z lektury w/w stron Polonii wynika, że Polacy nie mogą bratać się z obcymi narodami, a już związek z wyznawcami innych religii traktowany jest jak związek z samym diabłem. Co tutaj w be najbardziej mnie irytuje to polonijne teksty na temat np Marokan.... Fakt, ci  ze względu na specyficzny sposób życia są też i przez Belgów nielubiani, ale... Co by o nich nie powiedzieć, to tacy Marokanie mają chyba o wiele większe prawo do życia w Belgii niż np my Polacy. Podejrzewam, że wielu rodaków nie orientuje się za bardzo w historii Belgii, bo i ja tylko na razie pobieżnie ją przestudiowałam, ale wiem tyle, że Maroko, podobnie zresztą np Kongo, było przez pewien czas belgijską kolonią, czyli jakąś jakby częścią be. Belgowie przywozili stamtąd ludzi  do pracy. To afrykańscy niewolnicy praktycznie wybudowali Belgom metro i odwalili za nich inne "czarne" roboty. Belgowie zapewne teraz sobie plują w brodę, bo pewnie się im wydawało, że Kali zrobić robota, Kali wrócić do Afryka... A tu się okazało, że Kali zostać, Kali sprowadzić rodzina, dzieci Kali skończyć szkoła i Kali już nie być Kali tylko PAN KALI.... I teraz jest problem. Dziś Afrykanie mają ukończone studia wyższe, mają własne firmy, zajmują urzędnicze stanowiska, są lekarzami, adwokatami i być może za parę lat Belgowie będą pracować dla Kaliego i modlić się do Kaliowego Boga. To jest problem całej Europy, ale nie nam zwykłym szarym zjadaczom chleba się nim zajmować. A już na pewno nie jest to powód do publicznego obrażania narodów innych niż polski, czy krytykowania kobiet żyjących w związkach z obcymi. Bo co komu do tego, jak i z kim drugi chce sobie życie ułożyć? Nie mówię tu, że nie można o tym rozmawiać, wyrażać swojej opinii, doświadczeń, ale do jasnego grzyba, bez personalnych wycieczek i wytykania palcami jak 100 lat temu na wiosze zabitej dechami,
 O związkach z osobami tej samej płci to już nawet nie wspominam, bo myślę, że przed Polską jeszcze długa droga do samego zaakceptowania faktu istnienia takich ludzi, a gdzie tu jeszcze do tolerancji... Jeszcze niedawno leworęczni, okularnicy, piegowaci i niepełnosprawni byli w pl  powodem wstydu rodziny i wyśmiewania przez sąsiadów i kolegów. Udało się fobie pokonać, więc może i w przypadku innych religii, koloru skóry czy orientacji seksualnej też tak będzie kiedyś, ale to chyba trzeba czasu...
Zwłaszcza że widzę, iż pl w kwestii religii to coś się naprawdę niedobrego dzieje... Nie wiem jak wy, ale ja widzę sporą różnicę między normalnymi katolikami, a fanatycznymi katolikami, a w pl zdajesię tych ostatnich się namnożyło... XXI wiek, a pl zbliża w stronę średniowiecza i Wielkiej Inkwizycji. Tylko patrzeć jak stosy zapłoną... Nie wolno ćwiczyć jogi, stosować gumek, chodzić na niektóre koncerty i do teatru z obawy przed opętaniem... SZOK W TRAMPKACH... nie wiadomo śmiać się czy płakać...
Ale nie będę tego tematu ciągnąć bo i mnie stos dosięgnie hehe.

A dlaczego czasem słyszę, że my Polacy mamy bardzo złą opinię? Dlaczego jeden Belg rok temu nie chciał nam wynająć mieszkania mimo poparcia liczących się w środowisku Flamandów, bo jesteśmy Polakami? Dlaczego czasem lepiej nie przyznawać się, że jest się z pl? Ja myślę, że opinię robią nam nasi ziomale...

Nic nie pomoże, że jednostki, ba, całe rodziny nawet, przyjeżdżają do Belgii (czy też Francji, Niemiec, etc) po to by tu zacząć żyć normalnie, by pracować uczciwie do samej emerytury, by kształcić tu dzieci, zakładać firmy, płacić podatki, z myślą, że te dzieci założą tu rodziny, będą tu pracować etc... To za mało by zmienić obraz Polaka, który ciągle jest utrwalany przez tych cholernych polskich lumpów i nierobów, których widuje się całe stada w każdym kraju na dworcach, lotniskach, centrach miast, Polaków pijących, przeklinających i żebrzących. Sytuacji nie poprawia też masa młodych osób pracujących uczciwie do dnia, w którym można dostać zasiłek, a potem spieprzających do pl by poszaleć za belgijska kasę i nic nie robić, bo na niczym im nie zależy, jak sprawdzą to peszek jak nie to tyle ich....
 Przecież nikt nie widzi Kowalskiego, który pracuje uczciwie, czy Nowaka prowadzącego uczciwie legalną firmę w tym czy innym kraju, z tej prostej przyczyny, że nie może ich zobaczyć, gdyż są oni cały czas w pracy, a nie siedzą na dworcu, nie rozrabiają na mieście. Jak idą do kafejki, kina, na koncert to przecież niczym się od tubylców nie odróżniają dopóki nie zrobia jakiejś zadymy, nie przyjedzie policja, nie napiszą w gazetach... Do tego ci, którzy wiążą życie swoje i swych dzieci z tym (czy innym) krajem to albo znają już język albo się go uczą i jak nie mówią po polsku to przecież nikt nie sprawdza ich rodowodu. Nawet jak gadają po polsku to nikt nie zwraca uwagi w takim wielojęzycznym kraju. Jeśli ludzie solidnie pracują, uczą się, nie kombinując to nikt nie patrzy skąd pochodzą. Uczciwi nie rzucają się w oczy, więc nikt ich nie zapamiętuje i nie wkłada do szufladki "Polak" razem z lumpami i złodziejami polskimi, którzy cały czas rzucają się w oczy. Dlatego, wydaje mi się, taką właśnie niedobrą mamy opinię i tak trudno czasem doczekać się nam w niektórych sytuacjach pozytywnego podejścia i traktowania ze strony tubylców. Bo każdy wie ze swojego podwórka, że nawet jak swój (w tym wypadku Belg np) coś narozrabia to i tak nie spotka się to z taką samą krytyką i uwagą jak będzie to w przypadku obcego. Wspomnijcie choćby swoje szkole czasy, Jak coś się stało to pierwsze podejrzenia padały na "obcych", potem na najpopularniejszych rozrabiaków.,, W dorosłym świecie jest tak samo.

Sytuacji nie poprawia też fakt, że Polacy nie chcą trzymać się razem, jak choćby wspo;niani już, a obserwowani przeze mnie w Brukseli Marokanie.  Nie wiem, może się mylę, ale zaobserwowałam, że Marokanie najchętniej chadzają do marokańskich sklepów, marokańskich mechaników, mają swoich fryzjerów, swoje restauracje, na ulicy, przed szkołą, na placach zabaw widziałam jak bardzo przyjaźnie traktują sie wzajemnie Marokanki. Nie ma cudów, żeby były wszystkie akurat sąsiadkami albo kuzynkami albo kimś tam jeszcze bardzo znajomym. Oni sobie cały czas pomagają wzajemnie, odwiedzają się, świętują razem, oczywiście zgodnie ze swoją religią i kulturą. Wszyscy razem całą kupą są silniejsi i dlatego tak łatwo przychodzi im pewnie opanowywanie Europy. A my Polacy jesteśmy jeden dla drugiego wrogami.
Jak się dowiedziałam, ze w Belgii tylu Polaków, to sobie pomyślałam, że jak kogoś spotkam to będzie fajnie, będzie się można zaprzyjaźnić, zaprosić na kawę, zapytać o szkołę, o lekarzam czy o innych sprawach pogadać, co zwłaszcza w pierwszych miesiącach jest każdemu tak bardzo potrzebne. Gdy zaczęłam chodzić na place zabaw z dziećmi wypatrywałam polskich matek i babć. No i bardzo szybko sie doczekałam pierwszego spotkania z polskojęzyczną rówieśniczką moich córek. Pierwszą rzecz jaką próbowało zrobić to dziewczę, gdy dowiedziało się, że dziewczyny mówią po polsku, to zrobienia z nich pośmiewiska poprzez namawianie do idiotycznych zachowań na placu zabaw. Potem zagadnęliśmy do rodziny (tatuś, mamusia, babcia, wujek) popijającej piwko na pobliskiej ławce - nie byli jakoś specjalnie zachwyceni spotkaniem rodaków, jednak też nie byli nastawieni wrogo, poprzechwalali się swoimi osiągnięciami w Belgii i na tym się znajomość skończyła. To jedne z pozytywniejszych znajomości z Polakami w Brukseli.
Następne moje próby nawiązania znajomości z mamami polskimi skończyły się fiaskiem. Matki Polki najczęściej odburknęły "dzińdbry" z miną "weźsiękobietoodemnieodpierdziel" więc nawet za bardzo nie próbowałam rozmawiać, czasem gdy przywitanie brzmiało wyraźniej i zawierało jakiś element sympatii, próbowałam nawiązać jakis kontakt zagadując o pogodzie, o dzieciach, ale jakoś takie to sztywne i nieprzyjazne to było, że się odechciewało... Co dziwiło mnie tym bardziej, że z sąsiadami i przypadkowo spotkanymi Marokankami szło się "dogadać" mimo nieznajomości wspólnego języka, zawsze uśmiech, chęć podania pomocnej dłoni itp.
Czytam opinie czasem, np że gówniarze zaczepiają młode polskie kobiety, ale sorry a co robią polscy gówniarze w naszym własnym  kraju widząc ładną laskę maszerującą ulicą? Jeśli są Polacy tacy mili i kulturalni to dlaczego tyle kobiet boi się wychodzić wieczorami w Warszawie, Rzeszowie, Gdańsku, co? Chyba nie powiecie, że te rozboje, pobicia, gwałty w pl to robota obcokrajowców?!
Inna kabitka płacze, że Araby biją swoje kobiety, a kurde polscy katoliccy mężowie nie biją swoich żon, nie katują własnych dzieci?!! Kilka razy w tygodniu czytam takie informacje z Internetu w polskiej prasie... wyższość rasy białej, a szczególnie słowiańskiej... kurza dupa... idźcie się leczyć, ludzie...

Wszędzie są ludzie i ludziska, wszędzie są dobrzy i źli jak świat światem, ale tak dobrze jest na inny naród inna religię zwalić winę za całe zło świata.

No, powiedziałam, co wiedziałam i mi ulżyło :-)