14 marca 2015

spanie jest nudne?



wiosna w Belgii
Jest godzina coś koło pierwszej, drugiej w nocy (kto normalny o tej porze potrafi zrozumieć zegar?), budzi mnie jakieś zamieszanie w pościeli - spałam u Młodego, bo gdy źle się czuje(np katar), to potrzebuje mamusi co chwilę, a mi się nie chce chodzić z pokoju do pokoju - nie całkiem jeszcze przytomna widzę go siedzącego i patrzącego na latarnie za oknem. Mówię szeptem: "śpij jeszcze, synku, jest środek nocy...". Natenczas słyszę krzyk "Nie chcę spać, to jest nudne!!!". No i weź przedstaw sensownie brzmiący i przekonywujący kontrargument w tej sytuacji....  Na szczęście po wypiciu kaszy Doro oddał się na powrót temu arcynudnemu zajęciu, jakim jest spanie. 
Skąd maluchy biorą tyle energii, że mimo całodziennej wielkiej aktywności nie potrzebują dużo snu? Oto jest pytanie. Ja zaś najchętniej spałabym po 10-12 godzin dziennie, ale nie mogę nawet w weekendy, bo mam synia rannego ptaszka, który po stwierdzeniu, że 'już nie ma nocu" nakazuje zabierać się na dół w celu zrobienia siku i włączenia bajki albo co gorsza grania w domino z  mamą i z tatą... Przecież każdy wie, że kolejka domino przed śniadaniem i wypiciem kawy to najfajniejsza rzecz pod słońcem... Dzieci i ich pomysły...





starzenie się... :-)
Mimo że moja nieopanowana radość z życia i nieokiełznany optymizm mnie nie opuszcza na dłużej niż kilka chwil, są dni, że odczuwam wielkie zmęczenie zarówno psychiczne jak i fizyczne, do tego mam wrażenie, jakby czas płynął szybciej niż dajmy na to 10 lat temu. Niekiedy wydaje mi się, że dni przepływają migiem jak woda przez sito, pozostawiając tylko coraz więcej rzeczy "do zrobienia" nie wykonanych. To jest pewnie owo tzw "starzenie się", o którym ludzie ględzą wkoło od wieków. Nie dalej jak za dwa lata zaśpiewają mi "40 lat minęło...", co wg powszechnej opinii zobowiązywać powinno między innymi do większej powściągliwości w wyrażaniu emocji pozytywnych (absolutnie nie wypada piszczeć i skakać z radości z bele powodu, nie uchodzą żadne głupie chichoty czy podśmiechujki),  biadolenie, narzekanie, utyskiwanie natomiast jak najbardziej jest wskazane. Powinno się też zacząć stosownie do wieku ubierać, czyli żadnych podartych dżinów, mini spódniczek, oczojebnych kolorów, koszulek w trupie czachy czy hellokitty, a tylko garsonki, sweterki w poważnych kolorach. Pora też jakieś babskie seriale zacząć oglądać i te różne beznadziejne tokszoły... No, obawiam się jednak, że jakoś wolniej od rówieśników się rozwijam, bo do większości tych rzeczy jeszcze zupełnie nie dorosłam, ciągle zachowuję się i ubieram bardzo niepoważnie i chyba nieodpowiednio do oczekiwań społeczeństwa i co najgorsze mam te oczekiwania totalnie w ...jednej zadniej części ciała.
Tylko to zmęczenie chwilami daje się we znaki i mniejsza odporność na stres oraz coraz większy brak cierpliwości.A małolaty bardzo często tą ostatnią poddają ciężkim próbom. Młody ostatnimi tygodniami ciągle ryczy, wyje i wykazuje upierdliwość przekraczającą wszelakie normy. Myślę, że głównym  powodem jest zbyt duża liczba kolegów w przedszkolu, w tym świeżaków, mazgai, którzy zaburzają szkolny porządek, bo wszystkiego dopiero się uczą, co dla takich starych przedszkolnych chwatów musi być niebywale irytujące. No i przy 24 małych  ludkach to hałas i zamieszanie muszą być przeogromne, które powodują, że nasz książę wraca ze szkoły zmęczony i rozdrażniony. Toteż w domu musi odreagować. Wrzeszczy więc, dokucza wszystkim, żąda rzeczy niemożliwych i to po kilka na raz, sam nie wie, czego chce, tyle że wieczorem szybko zasypia. Jednak wcześniej zdąży wyprowadzić z równowagi wszystkich domowników po kolei. Drugi pozytyw taki, że zmęczony nie chce jeździć z nami do sklepu, dzięki czemu zakupy przebiegają dużo sprawniej i spokojniej.

Ale tak sobie myślę, że Panie wychowawczynie to dopiero muszą wracać zmęczone do domu, pewnie nawet bardziej niż ja... Trzeba mieć końskie zdrowie, anielską cierpliwość i nerwy ze stali do bycia nauczycielem...

Brugia
Teraz ciekawam reakcji Młodego na kilkudniową nieobecność sióstr. Te dwie bowiem w poniedziałek wybywają do Brugii (Brugge) na obóz sportowy, czyli po tutejszemu: sportklassen, gdzie zabawią do piątku. W poniedziałek trzeba je odtransportować wraz z bagażami na dworzec, skąd dalej z całą ferajną pojadą pociągiem. Ja muszę odwieźć Dora do szkoły, a potem pedałować  do roboty, więc Młody nie zobaczy, jak siostry wsiadają do pociągu. A szkoda.  Mam jednak nadzieję, że w piątek pojedziemy razem je odebrać ze stacji. Doro uwielbia pociągi - jak chyba wszystkie dzieci. Ja zresztą też chętnie podróżuję pociągiem. Zastanawiałam się nawet nad wyrobieniem karty dużej rodziny, żeby zwiedzać Belgię jeżdżąc pociągami, ale małżonek nie przepada za ogólnodostępnymi środkami transportu.  Wiadomo, do auta można nabrać więcej rzeczy, nie trzeba niczego taszczyć w łapach, a i godziny odjazdu dowolne, no i przy pięcioosobowej rodzinie to nawet z kartą wyjdzie taniej samochodem.Jednakowoż pociągiem przyjemniej - moim zdaniem.

Rozważam na razie podróż koleją do Antwerpii na drugą część  kursu z urzędu pracy, ale to dosyć skomplikowane przedsięwzięcie. Musimy bowiem jakoś rozplanować razem w czasoprzestrzeni nasze roboty, odbieranie Młodego i ten wyjazd, a to wcale nie proste. Na pierwszą część pojechaliśmy razem, bo nawet nie było się kiedy nad inną opcją zastanowić, gdyż zawiadomiono mnie 2 dni wcześniej. Chłopaki wynudzili się w Antwerpii jak mopsy, bo akurat padało to zwiedzanie odpadało, tylko sklepy poprzeglądali. Teraz mam czas, ale - jak mówię - nie łatwo jest znaleźć jakieś sensowne rozwiązanie, które by zadowalało wszystkich. Jak bym chciała jechać pociągiem, nie mogę pójść do pracy, bo nie zdążę na odpowiedni pociąg. Jak pójdę do pracy, to mąż musi wyjść wcześniej żeby mnie zawieźć, a przy tym trzeba wcześniej odebrać przedszkolaka, żeby go zabrać ze sobą, bo wraca się za późno, by mógł zostać na świetlicy. Ten kurs niestety jest obowiązkowy, w miarę ciekawy, ale bez szału. Dobrze, że tylko 3 spotkania. Pierwszym razem była tylko teoria, teraz ma być ponoć trochę praktyki. Najbardziej z tego zadowala mnie fakt, że większość z tego, o czym przez 4 godziny nawijała prowadząca byłam w stanie zrozumieć. Cieszę się jak małpa z banana za każdym razem, gdy kumam dłuższe teksty czy przemowy po niderlandzku. Babka używała w miarę prostych zwrotów i wyrazów oraz trochę barwnej gestykulacji i czasem foto z projektora, bo nie tylko ja w grupie jestem na etapie początkującego w tym języku. Dużo też tłumaczyła po francusku dla jednej kobietki, ale nie powiem, by jakoś specjalnie mi to pomagało haha.
wiosna w Belgii
Na początku pracowałam kilka godzin na czarno, bo chciałam się przekonać, czy w ogóle taka robota się dla mnie nadaje. Nie od dziś wiadomo, że sprzątanie to nie jest to, co wiedźmy lubią najbardziej. Jednak szybko przekonałam się, że sprzątanie we własnym domu, za które nikt ci nie zapłaci, a jeszcze ci się ochrzan dostanie, że coś nie w tym miejscu gdzie trzeba, a sprzątanie jako płatna praca to dwie odległe rzeczy. Zupełnie inaczej porządkuje się czyjś bałagan, a zupełnie inaczej ogarnia się przestrzeń, w której najdalej za parę godzin samemu się na powrót zrobi bajzel, czy to gotując, jedząc, czy biorąc kąpiel. U siebie wkładam naczynia do szafy zawsze z myślą 'po kiego czorta ja to robię, jak zaraz będę to wyjmować i brudzić...", podobnie ubrania, ręczniki, zabawki. Co innego czyje - tam nie widzę, co oni z tym wszystkim robią i dlaczego, i mnie to nie obchodzi. Przychodzę,  ogarniam, biorę czeki i wracam do siebie. Lubię to, co robię, bo mam fajnych pracodawców. Jedno starsze małżeństwo jest wręcz fantastyczne. Przesympatyczni ludzie z bardzo dużym poczuciem humoru. Cały czas są w domu, co chwilę o coś pytają, zagadują, opowiadają, poprawiają mnie, jak źle coś wymawiam albo używam nieodpowiednich wyrazów. Jestem u nich tylko od czasu do czasu, ale myślę, że każda godzina tam to dla mnie dodatkowa lekcja niderlandzkiego. Mówią 'normalnym' niderlandzkim, nie dialektem, jak większość naszych sąsiadów, których nie jestem w stanie zrozumieć za Chiny.
wiosna w Belgii

Następny wpis pewnie będzie na temat sportklassen, gdy dziewczyny powrócą bogate w nowe doświadczenia i przeżycia.Teraz czekają spakowane z niecierpliwością na poniedziałek i korzystają z komputera i Internetu na zapas. Młoda powiedziała, że nie wie, jak przez 5 dni będzie się bez tego obejść. Biedactwo :-)