25 grudnia 2015

nasze świętowanie

Wczoraj zaczęłam swój pierwszy urlop na belgijskiej ziemi. Wypoczywam do końca roku.
W środę sprzątałam w dwóch domach i to nie był fajny dzień, bo już we wtorek wróciłam do domu z bólem w dolnej części pleców. To takie czasem-nawracające-ale-niezbyt-miłe wspomnienie dawnych ciekawych czasów (karate, wypadki, ciąże, rolnictwo, itp). No, schylanie było bolesne, więc raczej inaczej musiałam kombinować, żeby coś podnieść z podłogi. Na szczęście mam wolne.

W tym ostatnim tygodniu zapoznałam się z kolejnym zwyczajem związanym z pracą. Się okazuje, że pomoce domowe mogą dostawać prezenty i kartki świąteczne od swoich klientów, co jest bardzo miłe. Biuro też nie było gorsze i też coś tam symbolicznego dorzuciło.

szopka - prezent od klientów - i dekoracje wykonane przez Trójcę
Młoda z kolei ferie zaczęła od nocowania u koleżanki na farmie, gdzie razem z innymi dziewczętami doglądały cielaczków i krówek, a w nagrodę dostały świeże mleko do płatków na śniadanie. Z mamą koleżanki wykonały fantastyczne stroiki świąteczne i w ogóle zabawa była przednia. Świetny pomysł z tymi nocowankami u koleżanek. Za jakiś czas musimy i my coś podobnego zorganizować.

Wigilię rozpoczęłam tradycyjnie (według mojej tradycji osobistej) od śniadania i kawy. Jako że w poprzednie dni latałam jeszcze po sklepach, wywiadówkach, urzędach itp to po powrocie nie chciało mi się już nic robić w kuchni. Toteż wszystko trzeba było wykonać na raz...

chaos niekontrolowany, czyli święta w budowie
Na szczęście mam już pomocników. Przeto przy pomocy Trójcy:
  1.  zdjęłam, wyprałam i zawiesiłam z powrotem firanki w kuchni - Młody wpychał i wyjmował je z pralki.
  2. upiekłam tort urodzinowy, 
  3.  upiekłam "smalcówki" na margarynie, bo w belgijskich sklepach smalcu nie ma, czyli to już nie smalcówki, ale równie dobre - Młoda odwaliła połowę roboty
  4.  upiekłam chlebek
  5. zrobiłam i ugotowałam pierogi z kapustą - Młode mówiły, że kapusta śmierdzi
  6. zrobiłam i ugotowałam pierogi z suszonymi śliwkami - Młode podjadały śliwki
  7. zrobiłam i ugotowałam uszka z grzybami oraz  barszcz czerwony - Młoda pokroiła wszystkie grzyby
  8. ugotowałam groch i omaściłam zrumienionym masełkiem 
  9. ugotowałam kompocik
  10. zrobiłam sałatkę jarzynową - dziewczyny wykonały 99% roboty
  11.  upiekłam ciasto czekoladowe z przepisu z gazetki reklamowej jednego z tutejszych  sklepów. Jest takie pyszne i proste, że chyba się z Wami podzielę przepisem: 
 Potrzebne są: kostka masła (albo margaryny), 3 czekolady gorzkie (3x100g), 200g cukru, 4 jaja i 100g mąki i opcjonalnie 100g siekanych orzechów (ja miałam niepotrzebne w szafie wiec dałam) oraz troszkę cukru pudru do posypania.

Wykonanie jest banalnie proste.
1. Masło (lub margarynę) oraz czekoladę trzeba roztopić w rondelku na małym ogniu. Najpierw dajemy masło i gdy już trochę się podtopi, należy wsypać pokrojoną czekoladę - 2 tabliczki i trochę z trzeciej (+_230g). Nie wolno tego zagotować!
2. Jaja i cukier trzeba utrzeć mikserem, do tego wsypać mąkę i cały czas miksując wlać masło z czekoladą. Na koniec wsypać resztę pokrojonej czekolady i orzechy.

Można upiec w dużej blasze i potem pokroić na małe kosteczki lub foremkami powycinać gwiazdki czy serduszka, by otrzymać ciasteczka.
Ja upiekłam w tortownicy i mamy pyszne ciasto.

Obie wersje posypuje się cukrem pudrem dla ozdoby.

coś w rodzaju tortu

Cały dzień spędziłam w kuchni, ale było warto, bo kolacja była dobra, no i najważniejsze - żarcia mamy teraz na kilka dni, więc dziś nie robiłam nic, jutro nie będę robić nic i to jest po prostu piękne.

Fontanny nocą
Po kolacji i posprzątaniu tych różnych rupieci spod choinki, zwanych prezentami - zgodnie z naszą małą tradycją - pojechaliśmy na oglądanie świątecznych świecących dekoracji. W tym roku dowiało nas do Mechelen. Cyknęliśmy parę nocnych fotek, wróciliśmy do domu i poszliśmy spać.

I to są nasze metody na rodzinne świętowanie.


Grande Place Mechelen