31 marca 2016

na szczęście to tylko sen


Dziś po raz kolejny miałam ten sam głupi sen, który nawiedza mnie co jakiś czas i przyprawia mnie o gęsią skórkę. Koszmar, po którym się budzę i nie wiem, gdzie jestem.
Śni mi się, że się budzę i stwierdzam, że właśnie skończył mi się urlop i mam iść do pracy... Nie było by w tym nic strasznego, gdyby nie fakt, że budzę się w Polsce, co gorsza w moim domu rodzinnym, co jeszcze gorsze mam iść do mojej dawnej pracy... Tyle, że nie wiem, gdzie dokładnie jest moje miejsce pracy, nie wiem, o której godzinie zaczynam i w ogóle nic nie wiem i nie chcę tam być!!! Wszystko jest obce i nieprzyjazne. Przez cały sen towarzyszy mi uczucie, że muszę wrócić do Belgii, bo tam jest nasz DOM, ale muszę czekać na męża i dzieci... nie wiem, gdzie oni są i dlaczego nie możemy wrócić tam, gdzie mamy wszystko... Przerażający, pierońsko realistyczny sen.
Budzę się z bardzo niemiłym wrażeniem, że jestem w Polsce... Dobre 5 minut zajmuje mi dojście do siebie i zrozumienie, że na szczęście jestem tu a nie gdzie indziej i mam przy sobie całą Piątkę.
Ten cholerny sen powtarza się co jakiś czas, choć nie jest identyczny. Jest jakby kumulacją złych wspomnień z Polski z najgorszego okresu w moim życiu. 
Sen przypomina mi, co to samotność... Jak to jest nie mieć do kogo pyska otworzyć mimo tłumu ludzi wokół. Jak to jest nie mieć prawdziwego własnego kąta ani przyjaciela.... Jak to jest nie mieć pieniędzy na ubranie, buty, książkę, dentystę, szampon, dezodorant, jedzenie.... Jak to jest być odpowiedzialnym za dwie małe istoty w powyższych sytuacjach... Jak jest być traktowanym przez innych niczym nic nie warty śmieć z powodów powyższych i pomimo nich... Jak to jest pracować uczciwie po 8 godzin i nie zarobić nawet na podstawowe rzeczy... Jak to jest czekać na jedno dobre słowo, na jeden życzliwy uśmiech się nie doczekać....
Mój zły sen. 
 A potem się człowiek budzi i nie wie, czy to jawa czy sen...
Jednak jak przyjemnie jest po tym odkryć, że jest się we własnej sypialni, w wygodnym małżeńskim łożu obok swoich wspaniałych chłopaków (Młody przydreptał w nocy). Jak dobrze otworzyć potem pełną lodówkę i posłuchać porannych przyśniadaniowych kłótni własnych małolatów we własnej przestronnej kuchni...  Jak dobrze pójść do pracy, gdzie traktują cię jak człowieka i gdzie można zarobić prawdziwe pieniądze.... No cóż...
"hajs w życiu jest potrzebny i nie ma co pierdolić
może szczęścia nie daje, ale lepiej żyć pozwoli
ile dziecku odmówisz? co nie kupisz czekolady
tanie chińskie zupki w paczce, bo nie stać cię na obiady
za tv nie zapłacone przyjdą przetną kabel
jeden patrzy na drugiego, jak na Kaina Abel..." 
/Jeden Osiem L/
Życie dało nam szanse, nie mogliśmy jej zmarnować. 
Obraliśmy ten tor. Na tym torze chcemy zostać.
Wiele lat czekaliśmy, żeby znaleźć swoje miejsce
to jest właśnie to miejsce. Ono daje nam szczęście.