14 maja 2016

Wściekłe ptaki i żołnierze w kinie

Przedwczoraj było 30 stopni w plusie. Upał. Młody kąpał się w baseniku w ogródku. Dziś mamy 11 stopni i taki ma być najbliższy tydzień. Przed chwilą Młody zwoływał siostry, bo zauważył tęczę za oknem. Radocha dla każdego dziecka i nie tylko dziecka :-) 

Będąc w środę w Brukseli z Najstarszą natknęłyśmy się na reklamy Angry Birds, no i zachciało nam się bardzo do kina... M zadeklarował się nas zawieźć do Antwerpii, bo w kinepolisie nam się spodobało. On sam nie wyraża chęci uczestniczenia w takich niemęskich - jak twierdzi - rozrywkach, do jakich należy oglądanie bajek. Na szczęście ja nie kandyduję do tytułu najfacetowniejszego faceta roki ani podobnych i mogę sobie na kreskówki popatrzeć, a robię to z wielką przyjemnością. Nota bene, JA uważam, że z bajek się nie wyrasta. 
Młody i popcorn :-)

Kreskówka jak kreskówka, szału nie ma dupy nie urywa, ale fajnie się oglądało. Młodzież wybrała prawie największe pudła popcornu a na przepitkę "smurfenbloed", czyli krew smerfów - jak mówią tu dzieci na napoje w kolorze spryskiwaczy do szyb. Młody ganiał z sobie_podobnymi po schodach i turlał się na dywanie pod ekranem zanim zaczął się seans i podczas przerwy. Ta wizyta w kinie tak go zmęczyła, iż zasnął w aucie podczas drogi powrotnej. Ciekawe do której teraz będzie brykał?

Od naszej ostatniej wizyty w tamtejszym kinie, która była w zeszłym roku, nastąpiły pewne zmiany... Przy drzwiach stoją panowie w mundurach i z karabinami, a obsługa kina sprawdza wszystkie torby, plecaczki, torebki. Skutki ostatnich zamachów widać w różnych miejscach Belgii. Może to i dobrze, że stoją, że sprawdzają, bo ludzie pewnie czują się przez to bezpieczniejsi w takich miejscach. Zastanawiam się, czy ci żołnierze to już na stałe wpiszą się w krajobraz Belgii? ...i ile to nas podatników będzie kosztowało? bo coś mi się nie wydaje, że oni tak charytatywnie z tymi karabinami stoją... Ale to pewnie taka epoka nastała... że tak jak policja czuwa nad bezpieczeństwem na drodze i goni kota niegrzecznym kierowcom, tak teraz służby będą też czuwać nad naszym bezpieczeństwem w kinie, operze, lotniskach, dworcach i próbować nas uchronić przed islamskimi debilami, którzy wyrażenie "rozerwać się" traktują deczko nazbyt dosłownie... 

W planach był długi weekend i dłuższa wycieczka, ale M-jak-Mąż dziś pracował pół dnia a i w poniedziałek musi iść do pracy. Tyle, że w święto godziny 200% płatne. Mają roboty sporo. Jedna z większych sieci sklepów, dla których robią naczepy i które potem serwisują, postanowiła zmienić logo. W związku z czym każdą naczepę trzeba wyczyścić ze starych kolorów, pomalować i okleić na nowo. A tych naczep są setki. Do tego robią jakąś skomplikowaną naczepę telewizyjną...


M... jak malowanie :-)
Praca przy konstrukcji naczep do tirów wydaje mi się bardzo interesująca. Firma robi przyczepki nie tylko dla sklepów, ale też masę innych, ciekawszych. Między innymi przyczepy dla banków, szpitali, uniwersytetów, stacji telewizyjnych, które to są wyposażone w najróżniejsze wynalazki elektroniczne, klimatyzację, wygodne meble i miliony innych bajerów wartości grubych tysięcy euro.
Mąż lubi swoją pracę, bo i zarobki godziwe. 


Jednak na malarni zachrzan jest wielki. Po 8 godzinach czyszczenia przyczepy szlifierką potem wieczorem nie wie, gdzie i jak ma ręce układać. Często dzień zaczyna od mocnych tabletek przeciwbólowych, by dać rady pracować dalej. Jakby nie było pracuje w tym zawodzie już ponad 20 lat. Z tym, że w Polsce zajmował się malowaniem maszyn budowlanych a tu maluje tiry. Lata swoje już  ma i części ciała się wysłużyły, no i zaczyna zdrówko szwankować... Łapy bolą, cierpną, ale cóż poradzić, jeszcze dużo lat przed nim, przed nami, do emerytury i jakoś trzeba do niej dotrwać, jeszcze trochę zarobić, bo dzieci jeszcze dużo potrzebują zanim pójdą na swoje.
Mamy nadzieję, że wszystko jakoś się będzie układało i dożyjemy spokojnie co najmniej do emerytury bez kolejnych przeprowadzek, bez wielkich kłopotów zdrowotnych, bez strachu o bezpieczne i stabilne jutro dla nas i naszych pociech... Przyszłości jednak nie przewidzi, a wszytko może się zdarzyć. Żyjemy wszak w ciekawych czasach.

Młoda wczoraj oświadczyła ni stąd ni zowąd, że zjadła by sernika. Hm. Ja też nie jadłam sernika ze 3 lata, bo jakoś nie było chęci ani się nie złożyło... Akurat wieczorem byliśmy na cotygodniowe zakupy w carrefourze i postanowiłam kupić ichnie sery w kubkach i poszukać jakiegoś przepisu w necie...
Efekt okazuje się bardzo smaczny.



Robiłam z tego przepisu:

SERNIK


kruche ciasto:
150g mąki
100g margaryny
50g cukru
1 jajo
cukier waniliowy
szczypta soli

Ze składników zarobić ciasto i wyłożyć nim tortownicę. Podpiec około 10 minut w temp. 170 stopni (termoobieg).

W tym czasie przygotować

z tych serów robiłam
ser
1 kg sera - 2 kubki po 500g ------------>
250g masła
250g cukru
5 jaj
budyń waniliowy
olejek cytrynowy

Masło utrzeć cukrem za pomocą miksera. 
Dodawać po jednym żółtku cały czas ucierać.
 Dodać ser i budyń oraz olejek cytrynowy. Wymieszać. 
Ubić białka na sztywną pianę i także dodać do masy. 
Wyjąć podpieczone ciasto i wyłożyć na nie masę serową.

Piec 1 godzinę w temperaturze 170 stopni z termoobiegiem. Zostawić w otwartym piekarniku do wystygnięcia.

z rośnięciem to przesadził trochę