16 lipca 2016

Ludzie bydło, czyli o tym jak zabić przez Internet.

Jak wam wiadomo, jestem stałym bywalcem FB. Uważam ten portal - jak i cały Internet - za wynalazek wielce przydatny i po prostu fajny. Powodów jest wiele, ale nie będę tu o nich pisać, bo każdy swe zdanie na temat portali społecznościowych ma  - jeden lubi pomarańcze, drugi jak mu stopy śmierdzą.  Ja lubię FB, ale uważam, że niektórzy... ba, WIELU, BARDZO WIELU ludzi zwyczajnie nie potrafi korzystać z FB, forów czy innych stron. 



O ile człowieka nie dziwi tak bardzo, że gimnazjalista zachowuje się w sieci jak przygłup i dzikus pozbawiony podstawowych  ludzkich cech typu rozum, kultura osobista, empatia. Każdy był kiedyś młody i głupi, i zdarzało mu się zrobić coś bez pomyślunku zupełnie. Młody człowiek dopiero się uczy wszystkiego, poznaje świat, obserwuje, buntuje się, próbuje znaleźć własna drogę, robi przy tym różne dziwne rzeczy, których starszym zupełnie już robić nie wypada... No ale dorośli, po maturach, studiach i z innymi dyplomami w kieszeni to już inksza inkszość... Zresztą często mam wrażenie, że gimnazjaliści o wiele lepiej się zachowują niż tzw magistry...

Obawiam się, że sporej części użytkowników internetu wydaje się, że to co jest w internecie to tak na prawdę nie istnieje, a niestety jest zupełnie odwrotnie - to w  internecie nie dość, że istnieje, to jeszcze trwa o wiele dłużej niż w realu i ma większy zasięg.

Jeśli zrobisz lub powiesz w realu coś głupiego, zobaczy to lub usłyszy kilka, może kilkanaście osób, które akurat będą w pobliżu. Jak popełnisz wyjątkową głupotę, być może niektórzy opowiedzą o tym swoim znajomym, a oni podadzą dalej. 
Natomiast w Internecie wydarzenia obiegają świat w ciągu kilku sekund docierając do milionów ludzi na wszystkich kontynentach i co ważniejsze - nigdy nie giną! Elektroniczny zapis swojej głupoty możesz znaleźć więc przypadkiem za 30 lat, może go też znaleźć twój przyszły lub aktualny szef, mąż, żona, przyjaciółka, a także własne dziecko lub wnuczek...

Staram się być na bieżąco w tym, co robią moje Młode na FB, sprawdzam co publikują, czasem zadaję im pytania na ten temat, od czasu do czasu rozmawiamy o bezpiecznym i rozmyślnym korzystaniu z sieci. Mam jednak świadomość, że - tak samo jak od pokoleń robią wszystkie dzieci na całym świecie - będą się słuchać starszego, dopóki będzie to po ich myśli. Mimo wszystko nie kontroluję bynajmniej dokładnie ich komputerów i nie patrzę na ekran, bo uważam, że to jak zaglądanie do pamiętnika - zwyczajne chamstwo. Ufam, że same potrafią się zachowywać jak należy i wystarczy im od czasu do czasu podać kilka wskazówek czy zwrócić uwagę. 
Młoda publikuje w głównej mierze swoje rysunki różnych makabrycznych stworów, ulubioną muzykę, dowcipy, memy itp itd - jak większość nastolatków. Nie wszystko pochwalam, ale też się zbytnio nie czepiam - w końcu młodość ma swoje prawa, a ja dość luzacką matką jestem. Są jednak takie momenty, że nie można przejść obojętnie. Tak było tym razem.

Wczoraj skomentowała publiczny post jakiegoś obcego szkuta (na pierwszy rzut oka na profil - w wieku  gimnazjalnym), który był zamieścił zdjęcie jakiejś dziewczyny z informacją, że ustawi je jako swoje profilowe, jak dostanie ileśtam komentarzy i ileśtam lajków. Kto siedzi na fejsie od czasu do czasu, zapewne wie, że tego typu zabawy są popularne wśród młodzieży, a nawet wśród dorosłych. W sumie nic w tym złego - każda zabawa jest dobra, nie każdy musi w niej brać udział... Oczywiście dopóki nie odbywa się ona czyimś kosztem, jak to było w tym właśnie wypadku. Z Młodą już dziś ten temat obgadałam, ale potem postanowiłam napisać też o tym tutaj.

Post jako się rzekło z pozoru niewinny, zwyczajny, jakich wiele i być może nawet nie zwróciłabym na niego uwagi, ale zaciekawiłam się dlaczego Młoda napisała "więcej komentarzy". Jak napisałam powyżej - zobaczyłam zdjęcie, selfie dziewczyny, młodej kobiety, nie grubej, nie chudej, nie brzydkiej nawet, ale z głupią miną i - o zgrozo - nieogolonymi pachami, czyli według komentujących: "śmierdzącej świni", "zarośniętej małpy", "paskudy", "straszydła", że zacytuje tylko te łagodniejsze określenia.  Kobieta nie goli pach, bo tak jej wygodnie, bo tak lubi. I co? I NIC! Wolno jej chyba nie? Na prawdę świat się zawali, krowy przestaną si doić, a lasy uschną jak se ta czy tamta nóg, pach czy pisiulki nie wygoli, jak ta czy tamta nie przefarbuje włosów, jak wszystkie nie będą nosić rozmiaru 36. 

Przeczytałam tylko kilkanaście ostatnich komentarzy, a wszystkich  było UWAGA ponad  20 TYSIĘCY! Spora część komentarzy była podobna do tego mojej Młodej - po prostu "kom", "komentarz", "blebleble" - ot żeby zebrało się tyle komentarzy, za ile autor postu wstawi rzeczoną fotkę dziewczyny jako swoje profilowe  - taki fejsbukowy odpowiednik zabawy w wyzwania. Może niezbyt to mądre, ale ujdzie. Jednak gdy tak zaczęłam czytać kolejne i kolejne komentarze, szczęka opadała mi coraz bardziej...

Trafiam od czasu do czasu w necie na tego typu lawiny ludzkiego chamstwa, głupoty i zbydlęcenia (pardon, obrażam bydło w tym momencie) i za każdym razem jestem zszokowana. 

Co wydało mi się ...hm interesujące, gdy zaczęłam przyglądać się profilom komentujących? Ano, że spora część ludzi srających chamskimi, obraźliwymi komentarzami pod adresem tej dziewczyny ze zdjęcia, to ludzie dorośli, dojrzali (przynajmniej fizycznie). Zajrzałam na kilka profili najobrzydliwszych komentarzy a tam widzę: "w związku małżeńskim", zdjęcia z dziećmi i wnukami, pracuje w (i tu nazwa poważnej firmy). Czyli nie małolaty, nie gimbaza, ale dorośli ludzie, kilkanaście tysięcy dorosłych, po maturze, po studiach, rodziców, dziadków, pracowników szydzi z Bogu ducha winnej dziewczyny, której nawet nie znają. Nikt nie wie, kim jest ta dziewczyna, skąd ten gówniarz wziął jej zdjęcie, kilka tysięcy ludzi nawet nie zauważa, że to nie jest profil tej dziewczyny, tylko jakiegoś chłopaka, nie widzą, że to miała być głupia (nawet bardzo) zabawa, ale krzyczą DO NIEJ, że wstyd takie zdjęcia wstawiać, że jest brzydka, że jest śmierdząca, że jest zacofana, że to niehigieniczne mieć włosy pod pachami... 

Przyjrzałam się co niektórym profilowym fotkom komentującego motłochu - no, dupy nie urywa, miss to to nie były, ani misterzy też nie. Ale zaraz zaraz - pomyślałam - to w sumie nie głupie jest - jak będziesz głośno ryczeć o czyichś niedostatkach, to twoich nikt nie zauważy przecież. Cwane stare france, c'nie? 


Jako się rzekło - nie czytałam wszystkich komentarzy, bo nie sposób ani też nie ma sensu, jednak przejrzałam całkiem sporo i nie zauważyłam tam ani jednego słowa sprzeciwu. Jeden za drugim tylko rzucają błotem, krytykują, śmieją się... 

Czy tylko ja byłam zniesmaczona tymi wpisami? 

Czy tylko ja uważam za szczyt głupoty, zidiocenia i totalnego debilizmu zwracanie się do osoby ze zdjęcia, która jest nieobecna, i której się nawet nie zna? (nie mówię tu o wizerunkach bogów, czy innych tam świętych). 
Czy na prawdę nikt z kilkunastu, czy nawet -dziestu tysięcy ludzi nie pomyślał, jak mogła by poczuć się ta dziewczyna, gdyby przypadkiem trafiła na swoje zdjęcie w necie z takimi wstrętnymi komentarzami? 

Nawet jeśli to zdjęcie ta  sama wrzuciła gdzieś do sieci to do jasnej cholery jej wolno. Nie jest na nim nago, nie robi na nim żadnych nieprzyzwoitych czy obraźliwych gestów. Wiadomo, że każde zdjęcie wysłane do internetu może dostać się w łapy jakiegoś gnoja, który zrobi z osoby na nim widniejącej pośmiewisko lub wykorzysta w innym złym celu. To jednak inny temat. 

Dajcie mi dzisiaj swoje zdjęcie, a zapewniam was, że na każdego coś znajdę, z czego można się pobrechtać. Pytanie tylko, czy przystoi dorosłym ludziom wytykać komuś wady palcami w publicznym miejscu i to jeszcze pod jego nieobecność?

Gdy taka wyśmiewana osoba nagle popada w depresję, popełnia samobójstwo - o czym czytamy czasem w gazetach, słyszymy w telewizji - nagle świat zdziwiony "dlaczego?". Przecież to była taka fajna, zwyczajna dziewczyna - mówią sąsiedzi. To był taki mądry, wesoły chłopak - podają znajomi. 


Już nikt nie pamięta, jak napisał pod zdjęciem na fejsbuku "ale pasztet", "nie wychodź z domu, bo straszysz", "co za świnia" bo przecież to tylko taka zabawa była, taki żart... Zajebisty żart, zabójczo śmieszny.

Taki żarcik, w którym kilkadziesiąt tysięcy osób obraża jedną osobę,  gdzie kilkadziesiąt tysięcy osób obrzuca ostrymi, ciężkimi słowami raniąc boleśnie, głęboko, a czasem nawet śmiertelnie.



Nie mówię, że ja to jakaś święta jestem, że mi się nigdy nie zdarzyło nic palnąć bez namysłu w necie czy w realu. Staram się jednak przeważnie używać mózgu i empatii zanim coś napiszę na jakiś temat. Staram się używać krytyki konstruktywnej i panować nad emocjami. Nie zawsze się udaje, bo moja tolerancja ma co prawda szerokie, ale niestety dosyć konkretnie określone granice i po ich przekroczeniu nie ręczę za siebie.


Nie podaję linku ani nie pokazuję zdjęcia, o którym mowa z przyczyn oczywistych - troli się nie karmi.