29 października 2016

Halloween, czy Wszystkich Świętych, które święto zmarłych lepsze?

nasza upiorna laleczka z piłki i starych szmat :-)
Halloween! Co to się ludzie w Polsce opsioczą na to - jak twierdzą - "amerykańskie święto" co roku, to głowa mała. A ono takie samo amerykańskie jak i święty Mikołaj czy choinka. Koloniści pojechali do Ameryki, naopowiadali im o naszych europejskich tradycjach i zwyczajach, i tamtym się spodobało. Zaczęli małpować, dostosowywać do własnych potrzeb i warunków, dodawać swoje elementy, a potem z kolei ktoś inny tam pojechał i zobaczył, że te ichnie wersje też fajne i postanowił u nas tak robić...

Ludzie dziś są bardzo mobilni, jest telewizja, Internet, czasopisma, dzięki czemu ludzie z całego świata mogą wymieniać się pomysłami, co kiedyś było nie do pomyślenia. Dlatego tradycje i święta się ujednolicają, zmieniają i mieszają.

Przyjrzyjcie się swojej choince, jak ubieracie ją na święta? Ale prrr! Zacznijmy od wyjaśnienia sobie, że choinka nie jest bynajmniej katolickim symbolem, jak dziś wielu uważa. Przez wiele lat była fanaberią bogaczy i była ostro krytykowana przez kościół, choć dziś przy każdym ołtarzu ze 3 stoi, bo czasy się zmieniają. A w ogóle to dokładnie nikt nie wie, kiedy się to szaleństwo choinkowe zaczęło. Drzewa jako takie już w starożytności były uważane za siedlisko różnych duchów, bogów i temu podobnych. Przystrajanie gałęzi lub całych drzew czy innych chabazi występuje chyba w większości religii całego świata we wszystkich etapach historycznych. Jednak na "katolickiej" choince z pierwa wieszano owoce i ozdoby ze słomy, papieru. Jeszcze za moich dziecięcych czasów sami robiliśmy ozdoby na choinkę - z papieru, z ciasta, wieszaliśmy jabłka i cukierki oraz szklane bombki. A dziś? Choinki ubrane na czarno? Choinki ubrane w kokardy w czerwoną kratkę? Plastikowe choinki w kolorze białym, czarnym, niebieskim i sraczkoburaczkowym..Choinki! Dziś to już częstokroć pogięta wierzba postawiona w kryształowym wazonie za milion złotych czy euro udaje choinkę, czyli - powiedzmy sobie szczerze - nie ma nic wspólnego z "prawdziwą" choinką, ale jaka jest ta prawdziwa? Ano pewnie taka, jaka chcemy żeby była, która pasuje do naszego domu, możliwości i fantazji, bo to do cholery każdego sprawa indywidualna, jakie drzewko se na święta przystroi, czy w ogóle będzie miał drzewko i czy w ogóle obchodzi święta. 

Tak samo jest z Halloween i każdym innym świętem czy uroczystością. Tyle, że ludziom nie dogodzi, ludziom zawsze coś przeszkadza. 

W każdym bądź razie Halloween nie wolno obchodzić 31 października w Polsce, bo na drugi dzień jest Wszystkich Świętych! To jak Młoda ma urodziny w Wigilię to też nie powinna ich obchodzić, bo nazajutrz będzie Boże Narodzenie? Strzelcie se ludzie baranka (rozpędzić się i przywalić łbem w ścianę), a może zaczniecie się zajmować bardziej swoim życiem, niż cudzym. Co kogo interesuje, w jaki sposób sąsiad spędza czas i co świętuje? Katolicki pleban łazi na przeziory i za "cołaską" po domach, kolędnicy chodzą na żebry, Świadkowie Jehowy chcą przekonać do zmiany poglądów to i inni przebierańcy też mogą łazić. Żadnego z nich nie musicie wpuszczać do swojego domu, ani żadnemu niczego dawać, ani z żadnym się identyfikować, bo wam wolno, tak jak im wolno łazić i się przebierać i gadać. Każdemu wolno świętować co chce i z kim chce. Wy nie musicie w tym brać udziału, nikt was nie zmusza przecież. Czy zmusza...? 

No i jak ktoś jednego dnia przebierze się za wampira i przetańczy całą noc z innymi upiorami, a na drugi dzień pójdzie na cmentarz zapalić świeczkę na grobie najbliższych czy całkiem obcych to co? Przecież nawet jak ktoś wierzy w innego niż wy Boga, nawet jak jest ateistą i nie wierzy w życie pozagrobowe, to ma chyba do cholery prawo uczcić pamięć zmarłych, o których myśli. Gdzie jest napisane, że na cmentarz nie wolno wchodzić niekatolikom? Czy może do zniczy w Polsce dołącza się ulotkę, w której się zaznacza, kto nie może z nich korzystać? Myślę oczywiście o dorosłych ludziach, którzy potrafią obchodzić się z zapałkami i mogą sami decydować według jakich zasad żyć chcą i w co wierzyć albo nie wierzyć.

Są jeszcze tacy, co krytykują Halloween za wypieranie polskich tradycji i z tymi była bym się w stanie nawet zgodzić, tylko że ludziom adresaci się pomylili. Rodacy uważają (tak wynikało by z tego co czytam, widzę i słyszę), że to Amerykanie są temu winni. A nie zapomnieli wy przypadkiem kto w Polsce zakazuje świętować andrzejki czy katarzynki jako pogański zabobon?! (tak jakby palenie ognia na grobach takowym nie było). Idźcie do waszego proboszcza i się go zapytajcie, co o tym sądzi, to może wam się przypomni. I jak se będziecie wróżyć albo czytać horoskop w gazecie, to nie zapomnijcie się z tego wyspowiadać ;-P 
Polacy (Słowianie) mieli też swoje święto miłości,  czyli święto kupały, ale bozia się gwiewała, więc wkręcono w nie Świętego Jana, ale i tak umarło z czasem,  no to trzabyło znaleźć zamiennik i teraz mamy walentynki. I co w tym złego? Ano nic. Może szkoda trochę starych tradycji, ale nic nie trwa wiecznie, a życie to wieczne zmiany.

A tak w ogóle to co zrobiliście w celu uratowania przed zaginięciem "naszych" tradycji poza gadaniem że takie są i że Halloween je niszczy? Ja przez kilka lat próbowałam przybliżyć te tradycje dzieciom (nie swoim - obcym), opowiadałam, czytałam im o nich, organizowaliśmy wieczory wróżb, przedstawienia... Dopóki nie zaczęli mi tego zabraniać w imieniu kościoła buahahaha. A wy pieprzycie, że to wina Amerykanów... (gwoli ścisłości, bo pewnie i tak nie poczytacie - halloween jest świętem celtyckim, czyli europejskim)

Od kilkunastu lat w koło to samo do porzygania! Znowu te debilne memy "w Polsce obchodzimy wszystkich świętych a nie halloween". A co ma piernik do wiatraka?! To dwa różne dni, dwa różne święta! To tak jakby krzyczeć świętujmy Wielkanoc zamiast Bożego Narodzenia albo Dzień Babci zamiast Dnia Nauczyciela. Sens taki sam. Niestosowne jest malowanie pisanek na Boże Narodzenie czy czekanie na mikołaja w wielkanoc tak samo jak stawianie dyń na grobach zamiast zniczy, ale poza tym jedno obok drugiego spokojnie może istnieć. Tak uważam ja WIEDŹMA! Jeden lubi pomarańcze, drugi jak mu stopy śmierdzą. 

A skoro wam się tak strasznie nudzi, to idźcie do najbliższej biblioteki, księgarni lub chociażby w sieci poszukajcie rzetelnych informacji na temat tych wszystkich świąt, ich genezy, zwyczajów w różnych krajach, a może przynajmniej zrozumiecie przeciwko czemu protestujecie. Podawanie bowiem w obieg niesprawdzonych informacji może poczynić wiele szkody zarówno innym jak i wam samym.

W Belgii ludziom w każdym bądź razie nie przeszkadza obchodzić tych dwóch świąt na raz. Niektórzy ustawiają koło domu lub w oknach halloweenowe dekoracje jednocześnie przygotowując wieńce na groby swoich najbliższych. Tutaj nie ma zwyczaju palenia zniczy na grobach. (znicze to są na okazję ślubów czy innych imprez zapalane) Nie dawno pokazywałam znajomym zdjęcia polskich cmentarzy nocą po 1 listopada. Bardzo im się spodobał ten zwyczaj. Tutaj tego nie ma i mówili, że taki oświetlony cmentarz musi robić wrażenie i na pewno ma specjalną atmosferę. Taki oświetlony zniczami cmentarz nocą faktycznie robi wrażenie, jakby przez te światła zyskiwał jakąś moc. W nocy jest cisza i można wtedy w spokoju porozmawiać ze zmarłymi, czy raczej ze sobą (nie wiem, co gorzej brzmi, ale spokojnie - ja już jestem pod opieką psychiatry ;-) ).

Zaczęłam pisać ten post z chęcią opowiedzenia wam o naszym wieczorze halloweenowym, ale wcześniej byłam na fejsie i znowu w oczy poraziły mnie wyżej wspomniane memy, no to powiedziałam co myślę. Taki przydługawy wstęp powstał więc niechcący.

Nie mieszkam w Polsce, więc nie muszę się zastanawiać, czy świętować Andrzejki czy Halloween, bo tego pierwszego nikt tu nie zna. Nie chodzi się tu też po domach, ale w szkole dzieci się przebierają na Halloween i to jest przesympatyczny zwyczaj. Opowiadałam w zeszłym roku (czy 2 lata temu), że była w taki dzień w szkole podczas lekcji. Poczułam się wówczas jak w samym Hogwarcie i zaczęłam wypatrywać Harrego i Hermiony. Każdy przechodzi przebrany, dziewczyny noszą miotły, chłopaki czasem jakieś widły czy miecze. I tak cały dzień w przebraniach  się uczą. Nie ma jakiegoś balu, czy dyskoteki jak w Polsce na andrzejki bywało. Czasem jest konkurs na najlepsze przebranie na przerwie, ale poza tym są normalne zajęcia. 

W restauracjach, parkach rozrywki i temu podobnych przybytkach organizowane są zabawy halloweenowe dla dorosłych z przebraniami obowiązkowymi. Sklepy udekorowane są strasznymi dekoracjami. Ot cała fizjologia... czy tam filozofia. Wnerwiające jest co innego. Halloween jest po jutrze, a ja w minionym tygodniu chciałam kupić pajęczynę na nasz wieczór halloweenowy, bo dziewczyny stwierdziły, że jest mało strasznie i wiecie co? Nie ma! A dlaczego nie ma? Bo kurde wszędzie są już artykuły świąteczne: bombki, choinki, renifery, światełka, choinki, łańcuchy i cała reszta. W jednym sklepie to już miesiąc temu wyłożyli te gadżety na Boże Narodzenie. Chcąc kupić coś na Halloween to chyba koło Wielkanocy by się trzeba zacząć  rozglądać, a najpóźniej w wakacje.

Niech się wypchają, zrobiłyśmy se same pajęczyny ze sznurka i ze starych moskitier.

stare moskitiery jako pajęczyna dekoracyjna pokoju Młodych

Zrobiłyśmy też lampiony ze słoików. Pomalowaliśmy je farbą akrylową z dodatkiem kleju. Nawet Młody zrobił jeden lampion samodzielnie.

artyści przy pracy
gotowe lampiony


Młode upiekły ponadto "zgniłe ciastka" marchewkowe z dodatkiem czarnego barwnika, zielone paluchy wiedźmy z drożdżowego ciasta, kości bezowe i na koniec miotły z paluszków, szczypiorku, wędliny i sera. Jednak najlepsze jak zwykle okazały się zwykłe chipsy i cola :-) No nie, bezy jeszcze cieszą się zawsze powodzeniem na każdej imprezie i te też zniknęły w kilka sekund.

Błąd zrobiłam z paluchami. Korzystałam bowiem z przepisu na paluchy drożdżowe, ale jakoś tak bezmyślnie, bo się śpieszyłam. Lepszym pomysłem na paluchy dla dzieci było by dodanie cukru do ciasta i polanie ich sosem truskawkowym. Zwykłe ciasto drożdżowe i ketchup to był nie najlepszy pomysł, choć mi smakowały. Mój błąd!

Dobrym prostym pomysłem jest też zrobienie duchów z bananów i dyni z mandarynek, ale marker nie lubi pisać po owocach...


paluchy wiedźmy - ciasto drożdżowe 


Młoda przygotowała prezentację w Movie makerze o strachach dzieciństwa, na której znalazły się (kolejność przypadkowa):

- Buka z Muminków i Hatifnatowie
- odkurzacz Teletubisiów
- clown
- lekarz i dentysta
- strzykawka
- potwór pod łóżkiem
- ciemność
- zamek błyskawiczny (no co, nie mówicie, że wy nie mamrotaliście w myślach "tylko nie przytnij mi brody, tylko nie przytnij mi brody" gdy dorośli zasuwali wam kurtkę...?)
- otwarta szafa w nocy
- odpływ w wannie (który może wciągnąć)

A wy czego się baliście, jak byliście mali?


Jedną z atrakcji naszej imprezy był spacer po lesie w ciemności. My mamy 500m do lasu i poszliśmy koło 20tej, a ciemno było okropnie. Młody też poszedł z nami, bo nigdy nie był jeszcze w lesie nocą. Dziewczyny straszyły się wzajemnie i było trochę pisków i uciekania. Każda szła uzbrojona w świecącą bransoletkę, ja i młoda miałyśmy latarki a jedna dziewczyna buty ze światłami (takie z włącznikiem i ustawieniami kolorów - ostatnio modne).Nie wiem tylko, co pomyśleli sobie kierowcy mijający naszą wycieczkę w drodze do lasu (bo do lasu wjeżdżać nie można) - te światełka, czapki czarownic na głowach i Młoda na przedzie w tym swoim upiornym makijażu. Mam nadzieję, że nie narobili w spodnie... Oto i moja pociecha. Urocza, prawda :-) Sztuczną krew robiła z ... kakao? Pomysł z internetu. 
Młoda i jej własnoręcznie wykonane przebranie :-)


Co ludzie mają z tymi telefonami?

Co jest najbardziej irytujące w podróżowaniu autobusami? Pasażerowie rozmawiający przez telefon! Rozumiem, że czasem ktoś musi pilnie zadzwonić do kogoś, choćby po to, by powiadomić, kiedy dotrze do domu i wcale mi to nie przeszkadza. Ba, sama tak czasem robię i tego oczekuję czasem od najbliższych. Nie widzę też niczego złego w tym, że komuś dzwoni nagle komórka i odbiera, bo w końcu po to się ma telefon komórkowy, żeby w każdej chwili można mieć kontakt ze światem, rodziną, szefem etc etc. No ale żeby gadać przez godzinę czy dwie w autobusie o dupie maryni i kwitnących ostach to już lekka przesada. Idzie sfiksować, jeśli się siedzi akurat koło takiego delikwenta. I to jeszcze żeby, jak już musi gadać jeden z drugim, rozmawiali cicho w miarę, dyskretnie - jak na człowieka kulturalnego przystało, ale gdzie tam - trza drzeć ryja na cały autobus!

Nie dość, że ogólnie nie lubię jazdy autobusem, bo mam lekką chorobę lokomocyjną i nie zawsze się dobrze czuję, to jeszcze takie rozdarciuchy wsiądą, żeby człowieka całkiem dobić i wykończyć psychicznie. Wczoraj taka jedna po arabsku nawijała przez 30 minut, na szczęście wysiadła w połowie mojej drogi. Kiedyś znowu jakiś bambo z owsikami jechał - nawijał jakimś narzeczem afrykańskim przez całą drogę z Brukseli. PONAD GODZINĘ!!! Dlaczego myślę, że gostek miał owsiki? Bo nie dość że cały czas się darł do telefonu, to co 5 minut zmieniał miejsce. Przez te 30 km chyba na wszystkich wolnych siedzeniach popróbował siedzieć. Czy to jest normalne?! Jakiś czas temu nieopodal jednej rodaczki siedziałam, która cały tydzień jakiejś kumpeli streszczała, a bo to se kupiła, a w robocie to wiesz, a "patronka" (och, jak mnie wkurza to słowo) to zrobiła, a ten z tym wiesz o tej  dla tamtego przez co to wszystko takie.... i tak pierdu pierdu 10, 15, 25, 40 minut. Niektórzy to wręcz maratony, czy jak kto woli - sztafety - telefoniczne prowadzą. Po jednej kilkudziesięciominutowej nawijce natychmiast zaczynają następną. No że im pyski nie spuchną albo gardło się nie zapali to aż dziw bierze.

Równie zajebistym miejscem do  godzinnych rozmów z psiapsiółkami lub ukochanym jest