19 listopada 2016

O czterolatku ze srebrnymi zębami.

Wpisując wczoraj bieżącą datę na czekach (klientka złamała rękę i ledwo była się w stanie podpisać) byłam wielce zdziwiona, że już 18 listopad. No jak osiemnasty, jak dopiero wczoraj był pierwszy? ...może przedwczoraj, ale na 100% w zeszłym tygodniu... No kurza stopa, to nie długo Mikołaj przyjdzie i torty urodzinowe trzeba będzie piec... ulala.

Póki co odwiedziła nas zębowa wróżka i nakazała tacie kupić dla Młodego prezent w ramach rekompensaty za niefajny dzień w szpitalu. Teraz Młody lata jak głupi po domu za nowym samochodem na baterie :-)

Ale po kolei. Dentysta zdecydował, że na zapróchnicowane mleczaki Młodego najlepsze będą koronki, bo dzieciom w tym wieku raczej ciężko się znosi wiercenie w zębach oraz znieczulenia w zastrzykach, zwłaszcza jeśli chodzi o większą  ilość popsutych ząbków, jak było w przypadku naszego syna. Zaproponował więc założenie tych koron pod narkozą w szpitalu.

Do szpitala mieliśmy stawić się na ósmą, więc trzeba było wyjechać o szóstej. W najbliższym szpitalu musielibyśmy czekać do marca, a że akurat było miejsce w szpitalu 60 km od nas, to tam się wybraliśmy. Przed narkozą - jak wiadomo - nie wolno jeść i pić, więc Młody musiał na głodnego jechać. Na szczęście rano był śpiący i drzemał w samochodzie i tylko raz oznajmił, że brzuch jest głodny. W szpitalu zaś było tyle nowych zabawek, że nikt normalny nie był by w stanie myśleć o jedzeniu :-)

Dzień wcześniej obejrzeliśmy z Młodym film, który znaleźliśmy na stronie szpitala, o tym jak wygląda przyjęcie dziecka do szpitala i narkoza. Gdyby ktoś chciał obejrzeć, proszę:


Personel szpitala ma fantastyczne podejście do dziecka. Każdy - pani w okienku przy rejestracji, pielęgniarki, lekarze - zwracają się zawsze najpierw do dziecka, dopiero potem jest fachowa rozmowa o szczegółach z rodzicami. Pielęgniarka przywitała się z Młodym, wzięła go na kolana i tłumaczyła mu, pokazując na obrazki w specjalnej książce, co będą robić. Kazała mu wybrać, który rodzic odprowadzi go do sali operacyjnej i potowarzyszy mu do zaśnięcia. Młody wybrał mamę.

Na sali jest masę zabawek, gier i telewizory. Młody przebrał się w szpitalną koszulkę i bawił się spokojnie do czasu, gdy przyszła pielęgniarka i włożyła go do łóżeczka. Podała mu do wypicia jakiś specyfik uspokajający, po którym Młody miał niezły odlot - śmiał się, że pan ma 4 ręce, to znowu widział coś na podłodze, albo się kłócił że widzi dwóch panów a nie jednego, co też było wielce zabawne. Do tego mówił i poruszał się w zwolnionym tempie. Musiałam pilnować, by nie rozbił sobie głowy o metalowe pręty łóżeczka, bo nie mógł utrzymać równowagi, a czekaliśmy we dwoje w korytarzu przed salami zabiegowymi dobre pół godziny. Z nami stał ten podwójny pan z czterema rękami, który czekał na wybudzenie swojej 3 letniej córci. 

Młody zabrał ze sobą towarzysza, jedno ze swoich pluszowych zwierzątek - czerwoną Papugę. Gdy w końcu dotarliśmy do punktu docelowego, a mama odziała się w zielone ubranko, Papuga przypadkiem spadła z łóżka. Na szczęście tuż obok była pielęgniarka, która ją szybko podniosła, przytuliła i ucałowała, po czym schowała pod kocykiem tuż obok buzi Młodego :-)

Pani anestezjolog opowiedziała Młodemu, jak czarodziejska maska przeniesie go do krainy snów. Najpierw jednak maskę założono Papudze, która bardzo szybko zasnęła. Potem Młody powolutku również odleciał do krainy snów... 

czterolatek ze srebrnymi zębami :-)
Oczywiście podczas zabiegu ja musiałam czekać w korytarzu. Jakieś dwie godziny później przyszedł po mnie nasz dentysta, powiedział że misja zakończyła się sukcesem - jeden ząbek wyrwano, a pozostałe 9 zapróchnicowanych otrzymało ładne koronki - 2 białe i 7 metalowych, po czym dentysta zaprowadził mnie do już wybudzonego synka. 

Młody płakał, bo gdy się obudził nie było obok mamusi, poza tym bolało go gardełko i bardzo chciał pić. Cały czas tulił swoją Papugę i nie pozwalał jej zabrać. Parę minut później pojechaliśmy z powrotem na salę. Po drodze w windzie przyjrzał się swoim nowym ładnym ząbkom, bo winda miała całą ścianę z lustra.

Na sali dostał w końcu wodę oraz soczek pomarańczowy. Posiedział trochę u mnie na kolanach i kazał się położyć do łóżeczka. Zaczął oglądać bajkę w tv, ale zaraz zasnął. Gdy się obudził, pielęgniarka powiedziała, że może się bawić - przyciągnęła stojaczek do kroplówki i Młody wyruszył do zabawek. Bardzo szybko opanował poruszanie się ze stojakiem. Ba, próbował nawet czy da się na tym jeździć jak na hulajnodze, ale go powstrzymałam. Kroplówka jednak zdecydowanie w zabawie nie przeszkadza. W kroplówce był środek przeciwbólowy. Dentysta powiedział, że potem już nie powinno Młodego nic boleć. W razie co kazał podać nurofen. 

Papuga też bardzo dobrze się czuła po narkozie  i okropnie się wygłupiała

Wczoraj Młody został w domu z tatą, cały dzień się świetnie bawił, nic go nie bolało. Wieczorem jednak zaczął się skarżyć na zmęczenie i już o 19 poszliśmy do łóżka. Było mu zimno, ale nie miał gorączki. Gdy zaczął gadać przez sen, zrozumiałam że dopiero odreagowuje stres szpitalny. Wstał jednak rano przed siódmą w pełni sił i nowych pomysłów do brojenia i filozofowania :-)

My zaś pełni obaw czekamy na fakturę ze szpitala, bo nie wiem, ile z tych wątpliwych przyjemności zapłaci ubezpieczyciel, a ile zostanie dla nas.  Jeśli korony by się okazały nierefundowalne to trzeba by się spodziewać nawet kilku tysięcy euro. Na szczęście nie długo premie, trzynastki więc nie ma się co specjalnie martwić :-)