20 listopada 2016

Wszy - powód do dumy?

PS. Ten post powstał kilka miesięcy temu, ale dopiero dziś robiąc porządek wśród nieopublikowanych postów na niego natrafiłam i wielce się zdziwiłam, że nadal jest nieopublikowany. Cóż, ciągle coś się dzieje więc zajmuję się opisywaniem bieżącej rzeczywistości i zapominam o innych postach, które kiedyś napisałam i zostawiłam do ponownego przejrzenia i korekty. Mam też tematy zaczęte i niedokończone, bo mi się odechciało o tym pisać :-) Ale ten warto opublikować, bo podobna przygoda może się zdarzyć każdemu z was, czego jednak wam nie życzę.


Młoda zaczęła się skarżyć na swędzenie głowy. Opieprzyłam, że pewnie znowu nie umyła włosów po powrocie z basenu i uczulenia albo łupieżu dostała.
- Od tego jeszcze nikt nie umarł to i ty przeżyjesz - powiedziałam i wróciłam do swoich zajęć.
Jednak po kilku dniach temat wrócił i łby zostały obejrzane, no i faktycznie łupież... tylko że ruchomy. Cholera, wszy! Pierwszy raz widziałam te stworzenia na żywo - interesujące zjawisko, acz wielce  dla człowieka upierdliwe.

Podczas poprzedniego alarmu wszowego w zeszłym roku, który ostatecznie okazał się fałszywy, zapoznałam się z tematem wszawicy dość dokładnie. Skąd się to bierze? Jakie są skutki i efekty posiadania wszy? W końcu: jak się tego pozbyć? Dzięki temu dowiedziałam się m.in. jak wiele fałszywych opinii krąży na temat wszy i ...jacy ludzie są dziwni. No, ale też dzięki tej wielce interesującej lekturze byłam przygotowana, gdy zło nadeszło w końcu. 

Tutaj w Belgii wszy to nic nadzwyczajnego, żadne tam wielkie halo, raczej normalne jak każda inna choroba. Nikt nie chce się zarazić ani tego mieć, ale jak się zdarzy to nikt nie patrzy na człowieka jak na wroga czy psychopatę ani nie pokazuje palcem, jak to z Polski pamiętam. Gdy człowiek pójdzie do apteki, dostanie kilka lub kilkanaście produktów, a aptekarz udzieli fachowych i praktycznych rad. Można też spokojnie zapytać innych rodziców bez obawy, że na drugi dzień będą nas omijać a dzieciom zakażą się bawić z naszymi. Słyszałam od znajomych, że w niektórych krajach wszy to nawet powód do dumy w szkole. Tutaj może powodem do dumy nie są, ale dzieci czasem po wykryciu tych stworzeń na ich głowach podczas rutynowych kontroli (u nas są specjalne drużyny sprawdzające głowy co jakiś czas w szkole) opowiadają  koleżankom, że mają wszy i co najwyżej nauczyciel zwróci uwagę, że nie ma się czym chwalić. 


Skąd się biorą wszy?


Wielu ludzi natychmiast krzyknie: oczywiście że z brudu, z braku higieny osobistej!

Serio? Czyżby ludzie w XXI wieku nadal uważali, że jakieś zwierze może się pojawić na świecie ot tak po prostu PULT i już? Taa, a dzieci znajduje się w kapuście.

Nie, dziś chyba każde dziecko wie, że żeby było jajo, musi być kura albo - jak w tym wypadku - wesz. Przeto najsampierw musi na naszą łepetynę przyplątać się skądś dorosła pani wesz i znieść jajko, czyli gnidę. Jedna produkuje ich około 100 za swojego życia, a żyje 7 do 10 dni więc spokojnie jedna zabłąkana sztuka wystarczy do zbudowania licznej kolonii na naszej głowie. Po tygodniu z tych jajeczek (gnid) zaczynają wylęgać się młode weszki, które po tygodniu czy dwóch już są dorosłymi wszami i zaczynają znosić jajka. Tak więc kolonizacja głowy przebiega bardzo szybko, gdyby jej nie przeszkadzać.

Aby ta dorosła wesz na naszą głowę wlazła, musimy się zetknąć bezpośrednio z nosicielem wszy albo z miejscem gdzie ów przebywał niedawno, bo wszy - wbrew powszechnej opinii - wcale nie skaczą jak np pchły ani też nie latają. One chodzą, a raczej biegają, bo szybkie są niesamowicie. Wcale nie trzeba się z kimś przytulać czy spać w jednej pościeli, choć tak bez wątpienia najłatwiej się zarazić. Wystarczy jednak zatłoczony autobus czy pociąg, byśmy wysieli z pasażerem na gapę, gdy należymy do pechowców. Jednak najłatwiej o zarażenie przy dłuższym kontakcie, żeby wesz miała czas do namysłu zanim się przeprowadzi,  dlatego najczęściej to właśnie dzieci przynoszą do domu wszy. One wszak lubią się przytulać do innych dzieci.

Jakie są skutki i efekty posiadania wszy?


Wszy mieszkają na owłosionej skórze głowy, lubią ciepło i żywią się ludzką krwią. Im nie robi różnicy, czy głowa jest czysta czy brudna, ważne że są włosy i jest ciepło. Najcieplej jest za uszami i na szyi pod włosami, dlatego tam przesiadują najczęściej. W związku z powyższym  właśnie w tamtych miejscach należy zaczynać szukanie wszy lub gnid, gdy mamy jakieś podejrzenia w tej materii. Tam też najbardziej swędzi. Jak już małe weszki się z jajek wylęgły, na skórze za uszami i na szyi daje się zauważyć liczne czerwone punkty, czyli ślady po ugryzieniach tych krwiożerczych stworzeń. W okolicach uszu jest też zwykle najwięcej gnid.

Kiedyś zastanawiałam się, jak tu odróżnić zwykły łupież od takiej gnidy. No faktycznie i to małe białe i tamto tak samo. Jednak różnica jest zasadnicza - gnidy są przyklejone do włosów i trzymają się bardzo mocno. Po przejechaniu palcami na pewno nie uda się ściągnąć, dopiero przy użyciu paznokci zejdzie, ale trzeba przeciągnąć przez całą długość włosa.
Wesz musi pić krew, żeby żyć. Poza żywicielem, czyli z dala od człowieka taka wesz zdechnie z głodu po dwóch dniach.

Jak pozbyć się wszy?


Sprawa nie jest jakoś specjalnie trudna i w sumie da się to załatwić za jeden dzień, jak człowiek wie, jak się za to zabrać. Roboty jednak jest sporo.

Pierwsza rzecz, jaką należy zrobić po zauważeniu u dziecka wszy jest.... NIE, nie, wcale nie wpadanie w panikę ani tym bardziej krzyczenie na dziecko. Żadnych z tych rzeczy nie wolno wam robić!!! Panika po pierwsze nie pomaga nigdy w niczym, a po drugie jest w tym wypadku zupełnie bezpodstawna, bo na pewno szybciej człowiek wyleczy się z wszawicy niż np z grypy czy ospy, a przebieg tych chorób oraz skutki są o wiele gorsze i groźniejsze niż posiadanie wszy. Dziecko na pewno nie jest niczemu winne, bo z tym jest akurat tak samo jak z ospą czy grypą - każdy i wszędzie może się zarazić.

Pierwszą rzeczą jaką należy zrobić to oczywiście wycieczka do apteki i poproszenie o jakiś produkt.
Najlepsze są chyba produkty z silikonem (w Belgii np seria Silikom), który to oblepia wszy oraz gnidy w celu uduszenia. Są też preparaty w sprayu np Para plus, które rozpyla się na całe włosy i zostawia na godzinę (na ulotce było napisane 10 minut, ale aptekarka zaleciła godzinę).
Przy zaawansowanej kolonizacji jest wielce prawdopodobne, że pierwszy raz nie zadziała na 100% i operację trzeba będzie powtórzyć. Znajoma polecała mi produkt Prioderm lotion, który podobno jest bardzo skuteczny. Aptekarka powiedziała, że może nam go zamówić, ale odradzała ze względu na to, że jest to środek bardzo silny, czyli może być szkodliwy dla zdrowia i np powodować alergię czy coś, co jednak zdaje się potwierdzać jego skuteczność :-)
W naszym przypadku jednak wystarczyły łagodniejsze środki. Przy czym, nie należy zapominać o żadnym domowniku - jak jeden ma, każdy inny też może. Nasze dziewczyny jednak nie podzieliły się z nikim swoimi zwierzątkami, co nie znaczy że dla pewności nie wysprajowaliśmy sobie wszyscy włosów odwszawiaczem, przecież już od samego pomyślenia o wszach, zaczyna głowa swędzieć.

O, wy też tak macie? fajnie :-) (żart żart)

Drugą ważną i niezbędną rzeczą jest wyczesywanie tego cholerstwa - martwego czy jeszcze dychającego. W aptece można kupić specjalny grzebień z bardzo gęstymi, metalowymi,  podwójnymi zębami. Jednak zwykłe czesanie nie wystarczy. Trzeba brać po kolei pasemko włosów po pasemku, kosmyk po kosmyku i wyczesywać zaginając trochę włosy i dociskając palcem do grzebienia, tak jak się zakręca plastikową wstążkę do kwiatków hehe. Włosy oczywiście tą metodą też się zakręcają, dlatego przy dużej ilości wszy i bardzo długich włosach na pewno lepiej najpierw fryzurę skrócić. Gnidy można też ściągać paznokciami. Tak czy owak za 5 minut sprawy nie załatwi. U nas trwało to kilka godzin przy dwóch nosicielkach :-)

Trzecią równie ważną i równie niezbędną rzeczą jest odwszenie domu, co też wam chwilę zajmie. Wszystko, co się da wyprać na 60 stopni, czyli pościel, ubrania, niektóre maskotki - trzeba wyprać. (60 stopni mają wszy nie przeżyć, ale można dodać do prania octu dla większej skuteczności).  To co się nie da wyprać ani umyć - wsadzić do worków i zawiązać szczelnie, po czym wynieść na strych lub do garażu na minimum 2 tygodnie (polecam miesiąc), bo po tym czasie wszy powinny być martwe. Wszystko odkurzyć dokładnie (worek z odkurzacza zawiązać w foliowym worku i wyrzucić), umyć i w ogóle wysprzątać tak jakby teściowa miała z wizytą przyjechać ;-)

Po tych zabiegach wszystko powinno być już jak należy. Jednak przez kilka dni nie zaszkodzi robić przeglądu głów i w razie odkrycia niedobitków powtórzyć chemię. Tak czy owak powtórzenie chemii jest obowiązkowe po około 10 dniach dla wszelkiej pewności i wykończenia ewentualnych nowo wyklutych weszek (gdybyśmy jakimś cudem jakąś gnidę ominęli podczas silikonowania czy czesania)

U nas akcja WESZ (!nie chodzi o Walkę o Emancypację Skrzatów Domowych) zakończyła się powodzeniem. Już sporo czasu upłynęło i nie ma najmniejszych śladów życia na głowach naszej Trójcy.


Reasumując, wszy to dziś nie tylko problem biedoty czy brudasów, jak niektórzy sądzą. Wszy równie dobrze czują się w bogatych, czystych i pachnących domach. Choć był w historii ponoć  taki okres, że na dworach w dobrym tonie było mieć kilka wszy, które wypijały zepsutą krew - jak wówczas sądzono. Dziś posiadanie wszy zdecydowanie nie jest w dobrym tonie, nie jest to też bynajmniej nieszkodliwe - swędzenie, czyli odczyny alergiczne oraz zakażenia bakteryjne powstałe podczas drapania nie zawsze czystymi łapkami. Wszy (ale tylko odzieżowe) mogą przenosić też niebezpieczne choroby, ale w naszym czasie i klimacie raczej mało prawdopodobne, że coś takiego się zdarzy. Jednak warto o tym wiedzieć. 

Tak czy owak nie mówcie, że was ten problem nie dotyczy, bo jutro i wasza pociecha może zacząć się drapać, ale teraz już wiecie co trzeba robić :-)