23 grudnia 2016

Jeszcze tylko jeden dzień

Wczoraj Młody obudził mnie o 6.30 (gdy mogłam spać do 7.00 bo dzieci nie szły do szkoły), by mnie poinformować, że do dnia otwierania prezentów zostało tylko 2 dni! Oczywiście uprzednio był na dole w salonie to sprawdzić w swoim kalendarzu... 

Dlaczego dzieci, gdy trzeba wstawać do szkoły, śpią, a gdy można spać - wstają o świcie? 
szopka pod ratuszem w Mechelen

A ja miałam wczoraj jeden z bardziej męczących dni. Dobrze, że M-jak-Mąż miał urlop i postanowił zostać moim osobistym taksówkarzem, bo nie dała bym rady wyrobić się w czasoprzestrzeni. Pracowałam wczoraj wyjątkowo (święta komplikują życie) u dwóch klientów, którzy mieszkają jakieś 15 km od siebie. M zawiózł mnie rano do pierwszego domu, potem przyjechał po mnie i zawiózł do drugiego, potem przewiózł mnie z kolei na stację, skąd pojechałam do Mechelen na lekcje, w końcu o 23 odebrał mnie ze stacji i przywiózł wreszcie do domu.

Takie dni przypominają mi, że ja nie mogę pracować na cały etat, nawet żebym nie wiem jak bardzo chciała, bo mam jeszcze co innego na głowie poza pracą.

Tak sobie myślę nie raz, latając z odkurzaczem, czy inną tam miotłą po czyimś domu, że będąc przez 5 lat bezrobotną i mogąc się skupić tylko i wyłącznie na domowych obowiązkach, zauważyłam, że w domu to jednak jest sporo pracy. Jest tyle roboty, że będąc cały dzień w domu, ma się ciągle zajęcie. Sprzątanie, mycie okien, pranie, prasowanie, porządki w szafach i pod szafami, gotowanie, zakupy, mycie garów, mycie dzieci, pilnowanie dzieci, pomaganie im w lekcjach, koszenie trwanika, sadzenie kwiatków... Nie można narzekać na nudę. Do tego nikt nawet centa za tą robotę nie zapłaci ani urlopu od niej nie ma, do tego kobieta często słyszy, że "tylko w domu SIEDZI". 

Dlatego ja nie siedzę w domu, bo tam jest za dużo roboty!

Teraz jednak pytanie główne... 

Jak ta kobieta pójdzie do pracy, to kto przejmuje te wszystkie obowiązki? 

Czy one przestają istnieć z tej okazji? 

Czy też może same się nagle zaczynają robić? 

Niestety żadna z tych opcji. Po prostu zwyczajnie trzeba zacząć zagęszczać ruchy i tyle. Powyższe czynności trzeba zrobić zwyczajnie po powrocie z pracy i w końcu pojąć, że niedziela to dzień jak każdy inny i serio niebo nie zrobi się zielone jak nastawisz w ten dzień pranie ani ptaki nie zaczną się doić jak wykosisz trawnik czy poodkurzasz sypialnie, gdy w sobotę braknie ci dnia. Oczywiście ja tam wolę w niedzielę trochę odpocząć, ale też wolę mieć więcej pieniędzy niż mniej, dlatego jest różnie :-)  Natomiast jak ta kobieta ma na tyle nie po kolei w głowie, by do tego jeszcze się uczyć i udzielać społecznie, to czasem pada na ryj i musi walczyć rano by zwlec się o 6.30 z wyra, a czasem nawet musi chwilę szukać po sypialni swojego uśmiechu, by wyjść do ludzi (w tym własnego potomstwa i lustra) z uśmiechniętym pyskiem, bo ludzie (w tym własne potomstwo i lustro) nie lubią oglądać samych ponurych mord całe dnie i ktoś musi dać przykład i otuchę ludziom (w tym własnemu potomstwu i sobie samej).

Ale dość tego fizolowania...

Dziś miałam wreszcie wolne, tyle że zaraz po południu wywiadówki u dziewczyn, a to mi trochę rozwaliło dzień. Upiekłam jednak chleb i makowce oraz zrobiłam tort dla jutrzejszej solenizantki. Ta zażyczyła sobie śmietanowy z galaretkami. Dobrze, że obie dziewczyny w tym roku wybrały najłatwiejsze opcje z możliwych. Najprostsze a zarazem najlepsze torciki. 

tym razem upiekłam duży bochen, bo małe za szybko się kończą
W czasie wyrastania naszych ciast drożdżowych obskoczyłyśmy do naszego doktora, bo Młoda jak zwykle miała problemy z brzuchem. Dlaczego "jak zwykle"? Ano od urodzenia dziecię me borykało się z zaparciami przez mniej więcej 9 lat. Potem się trochę uregulowało, ale nie całkiem jeszcze. Gdy była dzidziusiem to nawet lekarz się dziwił, bo niemowlaki karmione piersią ponoć nie powinny mieć zaparć. Młoda jednak - jak na członka naszej rodziny przystało - musi być oryginałem jakich świat nie nosił dotąd. 

W międzyczasie zaliczyła salmonellę, kilka infekcji dróg moczowych oraz ból brzucha okołostresowy a od niedawna do problemów brzucha dołączył ból podczas miesiączkowania. No i weź tu żyj człowieku, jak wiecznie boli cię brzuszek. 

Teraz były egzaminy na koniec trymestru. Tutaj to wszyscy przeżywają, jak w PL testy na koniec 6 klasy czy tam gimnazjum. Tyle, że proeven (nl. próby) są na koniec każdego trymestru w szkole średniej, tj 3 razy do roku. Pisze się tylko z najważniejszych przedmiotów. Dziennie jest jeden test lub dwa. U nas trwały 4 dni po 2 testy, w innych szkołach 2 tygodnie, bo niektóre przedmioty jak podzielone były na dwa etapy (np z matmy osobno geometria, osobno rachunki). Młoda też przeżywała i nie mogła spać. Spała przy zapalonym świetle i narzekała na ból brzucha. Były momenty, że prosiła o nurofen, bo tak bolało. Na egzaminie też miała przekichane. Jak nie zapanuje w końcu nad tym stresem, to będzie mieć ciężko w szkole. Jednak egzaminy skończyły się w poniedziałek, a tej nocy znowu bolał ją brzuch i do tego pojawiła się gorączka... Z racji, że święta poszliśmy do doktora, ale stwierdził, że to jednak stres, który nasila też jej stałe problemy z jelitami, a gorączka jednorazowa najpewniej z tym wszystkim nie ma nic wspólnego, ot taki pech. Dał jakieś pigułki na poprawę pracy jelit i zobaczymy czy pomogą.

Póki co zaczęły się ferie. Ja też będę mieć kilka dni wolnych, nie ciągiem, ale zawsze coś; więc będziemy odpoczywać. Jutro trzeba nagotować jedzenia, żeby było co przegryzać przez najbliższe dni i nie trzeba było nic robić wiele. 
Poza jedzeniem mamy w planach jakieś drobne zwiedzanie. Jak się uda, to pochwalę się na pewno kilkoma zdjęciami, bo ja bez tego żyć nie mogę. Jak lubicie moje smartfonowe fotki, zaglądajcie na Instagram od czasu do czasu (nie trzeba mieć tam konta, by z niego korzystać - dodajmy gwoli ścisłości).



Ja zaś idę się wyspać za cały tydzień, choć jestem pewna, że jutro rano zostanę obudzona, by dowiedzieć się, że to jest ten dzień, w którym będziemy odpakowywać prezenty i zapalać świeczki na torcie, i jeść czerwoną zupę - nie koniecznie w takiej kolejności...
jedna z szopek przydrożnych w naszej wsi

Życzę Wam na tę okoliczność wiele spokoju, zdrowia, serdeczności, radości (nie tylko z odpakowywania prezentów). 
Niech choć na te kilka dni umilkną spory i waśnie, byśmy się wszyscy mogli cieszyć chwilami spędzonymi z najbliższymi, choćby to były chwile rozmów przez telefon czy skype.
Wesołych Świąt! 
🎄

18 grudnia 2016

Czekanie jest trudne

W końcu przestawiłam choinkę na miejsce docelowe i wyłożyłam pierwsze prezenty. Młody wrócił ze szkoły i od razu zauważył, co jest pod choinką.
- To był Mikołaj, czy ty kupiłaś?
- No ja, bo na święta to sami kupujemy prezenty dla tych, których lubimy.
- Aha. A kiedy będziemy je odpakowywać?
- W święta. Zjemy wigilijną kolację i dopiero wtedy.
- Będziemy jeść czerwoną zupę?
- Pewnie tak...
- A ile to dni?
- Masz przecież swój kalendarz. Tam, gdzie tort - tam jest wigilia, bo to są też urodziny twojej siostrzyczki. Policz sobie. - Młody biegnie do swojego kalendarza, przypomina sobie, że nie skreślił dnia rano, skreśla i liczy... -  Een, twee, dree.... acht. Osiem to dużo. Ja nie chcę tak długo czekać! Mogę otworzyć teraz?
- Nie, nie możesz.
- A który jest mój?


Po uzyskaniu informacji, zaczyna obmacywać prezenty i zgadywać, co też tam może być w środku.
Po kilku minutach znowu się pyta, czy może otworzyć i oświadcza, że nie chce tak długo czekać.

Na szczęście wczoraj był u nas winterhappening i poszliśmy wieczorem powozić się na karuzelach. Młody miał darmowe bilety ze szkoły i się wybawił. Ku wielkiej swojej radości spotkał tam większość klasowych kolegów i koleżanek. Łowił też kaczuszki i wygrał autko. Potem jeszcze upatrzył na jednym stoisku maskotki pieski z Psiego Patrolu, który to film uwielbia. Gdy już prawie udało mi sie go przekonać, że takie wielkie maskotki nijak nie pasują do jego zestawu, właścicielka stoiska powiedziała, że one śpiewają i chodzą, po czym zaprezentowała, jak to działa... Sprzedawcy potrafią wesprzeć matkę w takiej sytuacji. Jestem wdzięczna za tego Marschalla, którego wybrał sobie Młody. Dziś przez cały dzień słuchaliśmy "paw patrol, paw patrol....". Zabawka ma tak głośny dźwięk, że nawet jak Młody poszedł z nią do swojego pokoju na górę i zamknął drzwi, ciągle słyszeliśmy paw patrol paw patrol...

Poza tym Młody co jakiś czas (srednio raz na godzinę) każdemu z osobna i wszystkim po kolei oświadcza, że jest już dużym chłopcem i będzie czekał na otwarcie prezentów do wigilii.

Dziewczyny mają swoją choinkę, ale właśnie przeniosły prezenty od siebie pod naszą choinkę, bo Fluffy też chciała wiedzieć, co zawierają, a królik nie daje się tak łatwo przekonywać do czekania na święta ;-)