4 marca 2017

Kiedy królik zaczyna używać podpasek ;-)

3 miesiące temu
Jak wam zapewne wiadomo 3 miesiące temu nasza rodzina powiększyła się o jedną osobistość. Osobistość ma długie, kłapciate uszy, jest włochata, mięciutka, słodka i śliczna. Każdy kto to stworzenie zobaczy, od razu chciałby je brać na ręce. Niestety w przypadku królika można o tym  zapomnieć.

Króliki nie lubią noszenia. 

Większość oczywiście daje się przenosić, przeważnie jednak nie lubią przebywać na ludzkich rękach. Nam trafił się typ wyjątkowo nieprzenośny. Najstarsza przez pierwsze dni była bardzo rozczarowana tym faktem, że nie może Fluffy podnieść i przytulić. Wytłumaczyłam jej jednak, że to królik dzidziuś, którego zabrano od mamy do obcego miejsca, do obcych ludzi, gdzie czuje się na pewno przestraszony i samotny... W tym momencie rozczarowanie zmieniło się w troskę i czułość. Dziś nasz królik nie jest dzidziusiem, ale podnosić nadal się nie daje. Młoda znalazła w internecie instrukcje podnoszenia królików. Niestety okazało się, że sprawdzone i polecane metody nie działają na naszą Panią Królikową.

Fluffy jest wielką indywidualistką

Królik niepowtarzalny i oryginalny ze względu na charakter, zatem wręcz idealnie komponuje się z pozostałymi dwoma lokatorkami największego pokoju. Wszystkie trzy się Matce Naturze udały :-)

Niektóre króliki mają specjalne niedotykowe miejsca.

Większość królików (jeśli nie wszystkie) nie pozwala dotykać sobie okolic "króliczych brwi", czyli tych długich włosów, które pełnią rolę czuciową i są bardzo wrażliwe. Króliki nie lubią też dotykania ogonów i uszu - to podobno w króliczym rodzie zachęta do walki. Fluffy nie przepada za dotykaniem jej królewskich stóp a dotykanie królewskiego brzucha uważa za karygodne. No i niby jak można podnieść zwierzę bez dotykania brzucha? Próby wkładania ręki pod króliczy brzuch kończą się fochem wyrażanym krótkim ale znaczącym warknięciem, a próby ignorowania warknięcia kończą się zboksowaniem pazurzastymi łapami.

Nasz królik jest bokserem.

Gdy tylko próbuje się robić w jej pobliżu coś co jest nie po jej myśli, można zostać zboksowanym króliczymi przednimi łapkami. Nie jest to śmiertelne, ale czasem ślady po pazurkach zostają.

Jakich działań nie lubią króliki?

Nie lubią szybkich ruchów w okolicy swojej szlachetnej osoby ani podniesionego głosu. Nie lubią jak się im zabiera coś z ich rezydencji (klatki) bez pytania - nawet jeśli jest to pusta miska zabierana  w celu napełnienia, królik warczy i boksuje. 

Króliki potrzebują cierpliwości.
Najstarsza jest bardzo cierpliwa, ponadto natura obdarzyła ją ogromną empatią i rozumieniem języka zwierząt. Jest więc idealną króliczą mamą. Przemawia do swojej podopiecznej spokojnie, nie wykonuje nigdy gwałtownych ruchów, głaszcze ją czule i delikatnie. Młoda jest narwańcem z natury i mimo szczerych chęci i wielkiej sympatii dla kłapoucha, ciągle skarży się żartobliwie na podrapanie lub pogryzienie, narzeka też, że mimo wszelakich starań z jej strony, Flafunia nie robi tego, czego ona od niej oczekuje, podczas gdy siostra osiąga dany efekt zaledwie spojrzeniem w kierunku królika.

Króliki to bardzo ciekawskie stworzenia.

Flafunia na dzień dzisiejszy zna każdy kąt w Pokoju Dziewczyn. Przez pierwsze dni dziewczyny się śmiały, że tylko wietrzą klatkę, gdy otwierały drzwi, ale Fluffy nie wychodziła. Po jakimś czasie zaczęła wystawiać głowę z klatki, aż w końcu wyskoczyła i zrobiła pierwszą rundę w promieniu 1 metra wokół klatki. Potem z dnia na dzień zataczała coraz szersze kręgi, zaglądając w każdy kąt, stając na tylnych łapkach by sprawdzić co jest wyżej króliczych uszu i o wszystko zahaczając zębami.

Króliki nie bez kozery nazywa się GRYZONIAMI,

Zębami badają każdą napotkaną rzecz i gryzą. W zęby trzeba wziąć dywan, buta, drugiego i trzeciego też, trzeba skosztować jak smakuje plecak i sprawdzić jak się gryzie podręcznik szkolny. Podgryzanie skarpet na stopach i portek na nogach to wręcz królicze hobby, które bywa niekiedy dla ich posiadacza bolesne, gdy niechcący złapie się materiał razem ze skórą.  Fluffy uwielbia też słuchawki, a raczej kabelki od nich. Młoda straciła już kilka słuchawek w ten sposób. Co ciekawe inne kable jej aż tak nie rajcują - wystarczyło kilka razy powiedzieć NIE, gdy zbliżała się do gniazdka, w którym tkwiła wtyczka z kabelkiem i pomogło. Widok słuchawek jednak działa na nią wabiąco :-)
smakowanie dywanu

Kable trzeba trzymać z daleka od królika, bo ich przegryzanie może być śmiertelne.

Króliki lubią się przyglądać, co robimy i uczestniczyć aktywnie w naszej "zabawie".

Kiedyś przyniosłam ze strychu 3 torby ubrań orozmiarwiększych z darów od różnych ludzi (bo Młoda znowu urosła wzwyż i wszerz), wywaliłam to na stertę w pokoju, po czym nagoniłam Młodą do przymierzania oraz posegregowania co nadaje się do noszenia a co do kontenera. Flafunia oczywiście błyskawicznie wkicała na sam środek sterty i zaczęła zębami wyciągać do góry poszczególne ubrania. Okazało się że niektóre materiały wyjątkowo jej leżały w pyszczku, bo uparcie je tarmosiła i wywracała na drugą stronę. A my wszystkie miałyśmy ubaw przedni z tego modowego asystenta.
Króliczek od pierwszych dni dzielnie też asystuje przy odrabianiu lekcji. Młodej pomaga też obsługiwać laptopa, a czasem nawet czatuje z jej kolegami łażąc po klawiaturze :-)

Króliki chętnie wskakują na łóżko.

Gdy teren wokół klatki został zbadany, trzeba było sięgnąć wyżej. Pierwszy skok na łóżko wymagał wielu przysiadów. Podobnie było z zeskokiem, ale gdy już coś raz się uda, to potem już idzie gładko. 

Królik to psuj. 

Gdy już jest na łóżku, to za chwilę zaczyna "kopać dziury" w pościeli (jeśli ktoś by miał delikatną, to raczej nie pozostanie bez szwanku), chowa się pod kołdrą i włazi na góry poduszek. Oczywiście podgryza też od czasu do czasu i po którymś podejściu udaje jej się wydziurować pościel albo i poduszkę. 

każdą rzecz trzeba dokładnie zbadać

Zostawia też wszędzie bobki.

Młody królik - jak każdy żywe stworzenie - musi się dopiero nauczyć korzystać z toalety, czyli załatwiać swoje potrzeby w wyznaczonym miejscu (albo raczej wybranym - króliki nie zawsze dają się reformować).  Na początku bobczy zatem, gdzie popadnie - na dywanie, pod biurkiem, na łóżku. Na szczęście królicze bobki nie są jakoś przerażająco ohydne i spokojnie można je pozbierać, i wrzucić do kuwety. Cała Trójca radzi sobie z tym świetnie :-) Królik bobczy też, jak się przestraszy, więc 

lepiej nie drzeć ryja w pobliżu pupila i nie skakać jak opętaniec.

Królik jest idealnym pupilem dla ludzi nie uznających krzeseł.

Dziewczyny - podobnie jak ja kiedyś - uwielbiają odrabiać lekcje na podłodze. Dla królika to świetna sprawa, bo może im towarzyszyć. Lubi się wtedy położyć w pobliżu i drzemać. Od czasu do czasu się przebudzi, podkica, podwędzi jakąś kartkę albo gumkę do mazania i zwiewa. 


Króliki są pieszczochami i uwielbiają głaskanie.

Flafunia ma swoje miejsca niedotykowe, ale poza tym lubi pieszczochanie, głaskanie po króliczych plecach, drapanie za uszami i głaskanie króliczego nosa. Byle do pyska się nie zbliżać zbytnio z paluchami, bo hapsnie i zawarczy. 

przyłapana na podgryzaniu tornistra


Króliki są bardzo szybkie i szalone.

Najczęściej królik kica sobie spokojnie po całym pokoju, ale miewa też nagłe napady szaleństwa, gdy zaczyna gonić po pokoju z taką prędkością, iż widzimy tylko szarą smugę, z rozpędu wskakuje na łóżko i zeskakuje pędząc dalej. Od czasu do czasu bije łupce tylnymi nogami, co może człowieka przestraszyć, gdy jest cicho a tu nagle ŁUP!

Ma też swoje ulubione miejsca w pokoju. 

Gdy znudzi się harcami po pokoju, rozciąga się jaka długa na podłodze z nogami do tyłu i stopami do góry. Ulubione miejsca Fluffy to pod kaloryferem, koło szafy i pod biurkiem.


Królik może też narobić obciachu przy koleżankach.

Jako się rzekło Fluffy to królik ciekawski i wszędobylski. Zajrzy do każdego kąta i każdej dziury. Jak znajdzie coś fajnego, to biegnie z tym do klatki albo na środek dywanu koło klatki. Kiedyś próbowała nawiać z blokiem A4, który zlokalizowała pod stertą innych papierów na dolnej półce - akurat na wysokości pyska królika stojącego na dwóch łapach. Trochę za duży jednak okazał się eksponat i sztuka się nie udała. Wydarła blok z półki ale daleko z nim nie zaszła bo jej pysk na ziemię zwaliło. Czasem jednak zagląda Młodym do tornistra i stamtąd coś ukradnie. Nie dawno na przykład gwizdnęła podpaskę i zaniosła na środek "swojego" dywanu. 
- No weźcie tego królika, niech nie robi obciachu - mówi Młoda - przyjdą koleżanki a tu podpaski na środku pokoju. 


Królik nie jest stworzeniem dla domatorów.

W sklepach mamy duży wybór przysmaków dla królików, ale najlepsze królicze przysmaki dostaniemy za darmo. Tylko trzeba codziennie ruszyć zadek z domu i pójść nadrzeć trawy, mleczy, babki i innych chwastów których nie brakuje nawet w przydrożnych rowach (mówię o wsi, po zjedzeniu roślin zerwanych koło autostrady króliczysko gotowe wykitować), nie zaszkodzi też od czasu do czasu dobrać się do jakiejś dzikiej wierzby, leszczyny czy czyjegoś sadu. Teraz jest świetna pora, bo ludzie obcinają drzewa i świeżych gałęzi z wierzby pod dostatkiem wszędzie leży. Nie długo powinni zacząć przycinać sady, a wtedy będziemy nosić gałęzie jabłoni i gruszy.

Króliki lubią obgryzać bazie i pąki liściowe oraz zjadać świeże gałązki wierzby i drzew owocowych.

Ścierają przy tym zęby, które - jak zapewne wiecie - królikom rosną przez całe życie.
U nas cała rodzina znosi do domu żarcie dla królika. Dziewczyny wracając ze szkoły wypatrują mleczy przy ścieżce rowerowej, zrywają też gałązki wierzby. Ja też czasem zatrzymuję się wracając z pracy by narwać krwawnika czy babki lancetowatej, bo królik to lubi. Z lasu przynosimy leszczynę. We własnym ogródku ścinamy nożyczkami trawę. W czasie weekendu tata z synem też często wędrują w poszukiwaniu króliczych smakołyków na pastwiskach.

Królika kupiliśmy z myślą o Najstarszej. Mieliśmy już królicze doświadczenia z Polski i wiedzieliśmy, że królik jest bardzo przyjaznym i kochanym stworzeniem, więc spodziewaliśmy się, że powinien się spodobać całej Trójce. Jednak muszę przyznać, że efekt ostateczny przerósł znacznie nasze oczekiwania. Flafunię pokochała cała rodzina. Cała Trójca się o nią troszczy - karmią, donoszą wody, głaszczą, czeszą codziennie. Młody po przebudzeniu od razu biegnie do dziewczyn witać się z Flafunią, wieczorem przed spaniem też musi do niej zajrzeć i się pożegnać. Dziewczyny narzekają czasem że gryzie po stopach, psuje wszystko, bobczy za dużo, czasem hałasuje w nocy i straszy, ale ją uwielbiają. Młoda się śmieje, że Fluffy umie udawać aniołka, bo ona żali się koleżankom, że królik jest ogromnym nicponiem, a gdy koleżanki przychodzą w gości, to królik grzecznie leży cały czas ruszając tylko noskiem jak aniołeczek :-)

Królik to super pupil, choć zdecydowanie nie dla każdego.

Na królika nie powinien decydować się ten, kto:
- nie lubi zwierząt (znam takich debili - niech im dupa odpadnie - którzy jednak kupują zwierzę)
- ma obsesję na punkcie czystości (królik bardzo śmieci)
-  nie lubi siedzieć na podłodze (królik lubi jak ktoś się zniża do jego poziomu)
- nie ma cierpliwości (bez niej ani rusz)
- nie toleruje nieposłuszeństwa (królik to indywidualista)
- lubi się lansować ze zwierzakiem na mieście (z królikiem się nie chodzi spacery)
- nie lubi łazić po łąkach i lasach (świeżych gałęzi raczej w sklepie nie kupi)
- często musi wyjeżdżać na kilka dni (króliki nie lubią podróżować ani zmieniać otoczenia)

Dziś uważamy, że królik jest dla naszej zwariowanej rodzinki  zwierzątkiem idealnym.

Kot śmierdzi (sprzątam u ludzi, którzy mają koty w domu - z kuwety dorosłego  kocura zawsze wali jak z wylęgarni troli nawet jeśli się w niej sprząta kilka razy dziennie) i wszędzie te kocie kłaki mimo że kot jest czesany i więcej niż zadbany; poza tym nie przepadam za kotami (nie to że nie lubię, bo lubię wszystkie stworzenia, ale jakbym miała wybierać to już wolę węże czy legwany niż koty). 

Pies to za dużo obowiązków i za wielka odpowiedzialność jak dla mnie. To nic sobie dziś wziąć pieska, jakoś przeżylibyśmy początkowe siusianie i psucie wszystkiego, pewnie nawet było by nas stać na fryzjerów (nie wyobrażam sobie kąpania psa pod prysznicem), weta i psie żarcie. Jednak pies żyje kilkanaście lat, a ja nie zamierzam przez najbliższe 15 lat pracować na pół etatu, "bo mamy psa". Zaś w opcji gdy wszyscy są poza domem po 9-10 godzin kupowanie psa wydaje mi się zwykłym chamstwem wobec tej istoty, która musiała by ten czas spędzać sama w domu. Poza tym pies też śmierdzi, żeby nie wiem jaki był zadbany, wystarczy że pada deszcz, a stary pies śmierdzi jeszcze bardziej (nie jednego psa mieliśmy w swoim życiu więc wiem coś na ten temat), a przecież trzeba się nim opiekować aż do śmierci. No i te kłaki wszędzie - na zasłonach, na kanapie, na dywanie, w jedzeniu. Odkąd sprzątam u psiarzy zaczęło mnie to wyjątkowo irytować - odkłaczanie domu to syzyfowa praca i nigdy się w takie gówno nie dam wrobić we własnym domu, bo mam tu i bez tego roboty do bólu. 

Taki królik zakłacza tylko jedno pomieszczenie i to nawet - powiem wam - nie za bardzo, a przerobiliśmy już zmianę owłosienia. Kurzy za to bardzo, bo lubi przekopywać w misce i w kuwecie, ale przy trójce dzieci oraz średnio szczelnych oknach kurzu ci i tak u nas dostatek - pół centymetra w te czy wewte nie robi różnicy - ważne by pamiętać iż kurz rozłożony równomiernie nie rzuca się w oczy ;-) 


28 lutego 2017

Krokusy zakwitły - pora na ferie :-)

Młode siedzą od poniedziałku w domu, bo właśnie nadeszła pora na przerwę w nauce, czyli tzw ferie krokusowe (krokusvakantie). Starzy niestety ferii nie mają i muszą chodzić do roboty, przeto młodzież przez część dnia musi sobie radzić sama, a radzi sobie doskonale. 

nasze krokusy ciągle zamknięte, bo rosną w cieniu a do tego pada

Pamiętam te czasy, gdy zaczęłam pracować - ileż miałam obaw przed zostawianiem Trójcy samopas w domu, ile mnie to kosztowało nerwów każdego dnia i jak bardzo mnie wkurzały ferie. 
Ledwie zaczynałam pracę, dzieci już dzwoniły z problemami typu:  Młody spadł ze schodów, Młody ma 38 stopni gorączki, czy możemy ugotować budyń?  czy możemy upiec gofry? siostrę bardzo boli brzuch, Młody chce do mamy... 30 telefonów w ciągu 4 godzin. Dziś jest to zwykły dzień, nawet nie myślę, że są ferie. Wychodząc rano z domu, powiadamiam o tym fakcie dziewczyny i ani przez sekundę nie myślę w pracy o nich. Z wyjątkiem tych dni, gdy co najmniej jedno jest chore, ale to oczywiste. Dziś wiem, że w razie czego dzieci mogą pójść do sąsiada po pomoc, bo znają sąsiadów, wiedzą kto jest w domu cały czas, a kogo nie ma, mówią dobrze po niderlandzku, wiedzą gdzie jest lekarz, gdzie apteka, gdzie sklep, mają numery telefonów do różnych znajomych, do których można się zwrócić o pomoc, gdyby taka potrzeba zaistniała. Ta świadomość bezpieczeństwa pozwala mi iść do pracy w spokoju. Oczywiście nie bez znaczenia jest też fakt, że Młody ma dziś 5 lat a nie 3. Jest już dużym i samodzielnym chłopcem, który świetnie sobie radzi bez mamusi. Gdy wracam z pracy, wysłuchuję relacji z minionych godzin, o tym jak to siostry były niegrzeczne i nakrzyczały na niego, o tym jak jednak były fajne i zabrały go do lasu, ale głupia siostra powiedziała że jest ciepło i nie trzeba kurtki a on zmarzł. Chwali się że sam sobie zrobił kanapkę z szynką a siostry ugotowały budyń lub kisiel i się z nim podzieliły. Cieszę się, że mój syn nie jest już ciapciowatym maluszkiem, który wymaga opieki 24 godziny na dobę i beczy z byle powodu. Jestem szczęśliwa, że dziś ma już 5 lat i umie sam się ubrać, wykąpać, zrobić sobie jedzenie.
torcik brownie  -  urodziny w przedszkolu

W sobotę nasz syn świętował swoje piąte urodziny z najlepszymi kolegami i koleżankami. Już w zeszłym roku postanowiliśmy, że w tym roku urządzimy mu urodziny, na które będzie mógł zaprosić kolegów z klasy, bo takie domowe z rodzicami i ciociami nie bardzo go satysfakcjonowały. Bo niby dlaczego siostry mogą zapraszać na imprezy swoje koleżanki a on nie? Cóż, starsze rodzeństwo jest wszak wzorem do naśladowania, co nie zawsze podoba się nam rodzicom. 

Oczywiście poszliśmy na łatwiznę i przyjęcie urządziliśmy w krytym placu zabaw. Przyjemność kosztuje 11 € od osoby, więc liczbę gości ograniczyliśmy do 9 dzieci. Z jakiegoś dziwnego powodu nastawiłam się na to że Młody zaprosi chłopców, jednak on listę zaczął od dziewczynek. Ostatecznie zebrało się 5 dziewczyn i 5 chłopaków. 

Takie urodziny w "kulkach" to świetna sprawa. Niczym się człowiek nie martwi, nie myśli co zrobić do jedzenia, jak zorganizować te trzy godziny (belgijski standard urodzinowy) i co najważniejsze nie ma zdemolowanego domu. W cenie 11€ mamy wejście do sali zabaw (zjeżdżalnie, trampoliny, baseny z kulkami, sanki, mega klocki), dowolny napój (cola, fanta, woda, mleko czekoladowe etc etc), 2 naleśniki oraz miniprezencik dla każdego uczestnika.  Oczywiście dzieci gonią cały czas po tych wszystkich zjeżdżalniach i dla niektórych jeden napój to zdecydowanie za mało, dlatego trzeba było dobierać i donosić non stop jakieś pićka. Niektóre dzieciaki jeszcze okazały się mamusiowcami, więc ich mamy postanowiły na wszelki wypadek zostać, więc było nam starym raźniej i weselej. Wszak 3 godziny siedzenia i patrzenia na bawiącą się i niemożebnie hałasującą dziatwę nie jest zbyt fascynującym zajęciem. Młody zaprosił najfajniejsze dzieci i wszystkie okazały się słodziakami - ładowały się po dwoje na kolana i przytulały, robiąc słodkie oczy przychodziły prosić o monety do pojazdów na akumulator albo o kolejny napój. Pewien kłopot pojawił się tylko na samym początku imprezy - wszyscy chcieli siedzieć obok solenizanta, dziewczynki się popłakały nawet. Jednak w końcu jakoś się dogadali wszyscy i dalej już poszło łatwo. Od czasu do czasu trzeba było kogoś przytulić, zaprowadzić do toalety, obetrzeć nos lub pomóc odnaleźć resztę grupy. W tej sali było tego dnia kilka różnych przyjęć zatem dzieci było wielkie mrowie i czasem ten i ów gubił się w tłumie :-)

Przyjęcie uważamy za udane. Młody się wyszalał z przyjaciółmi i dostał mnóstwo prezentów. W przyszłym tygodniu kolejne urodziny. Tym razem u klasowego kolegi. Przed swoimi też już zaliczył jedną imprezę urodzinową - 2 dziewczynki zaprosiły go na przyjęcie, które odbyło się w szkolnej sali gimnastycznej. Tam było równie wesoło.

Zatem sezon przyjęć urodzinowych przedszkolaków uważam za rozpoczęty :-)