6 czerwca 2017

Sanktuarium w Scherpenheuvel

W ostatnią niedzielę zrobiliśmy sobie wycieczkę do Scherpenheuvel. Miejscowość niewielka, choć ładnie położona i - jak wszystkie miejscowości Flandrii - zadbana i czysta. Ma jednak bardzo ciekawą historię, a sanktuarium na pewno warto zobaczyć, nawet jak się nie jest wierzącym i praktykującym katolikiem, a jak się jest, to tym bardziej się powinno tam wybrać.
W Zielone Świątki są do tego miejsca organizowane polskie pielgrzymki z Brukseli, Gent i pewnie innych polskich kościołów. Są zatem polskie msze i droga krzyżowa.

Ja jednak bardziej interesowałam się, jak zwykle, historią i legendami tego miejsca. Podzielę się więc tym, co wyczytałam. Od siebie dorzucę kilka fotek ze smartfona, żeby Was zachęcić do wycieczki.
Scherpenheuvel leży w naszej prowincji (Vlaams Brabant) pomiedzy  Leuven i Hasselt.

Już w 1304 roku ksiądz z Zichem (Lodewijk van Velthem) napisał w "Spieghel Historiael" o cudownym dębie, który wyrósł w krztałcie krzyża i do którego ściągają licznie pielgrzymi. Z czasem - choć nie wiadomo dokładnie kiedy - na dębie zawieszono figurkę Matki Bożej. Legendy mówią, że pewnego dnia (bodajże w 1514 roku) pewien pastuch zobaczył tę figurkę leżącą pod drzewem i postanowił sobie ją zabrać na pamiatkę. Gdy tylko podniósł ją z ziemi coś sprawiło, że nie mógł się ruszyć. Stał tak biedaczysko z wyciągniętymi rękami, w których tkwiła figurka, aż zaniepokojony jego długim zniknięciem pan zaczął go szukać. Zobaczywszy, co się stało, zabrał mu figurkę i odwiesił na drzewo, gdzie jej miejsce. Wtedy pastuchowi wróciła możliwość poruszania się, a wieść o tym cudzie rozeszła się błyskawicznie wśród ludu.

4 czerwca 2017

Wyżej dupy nie podskoczysz, ale ja czasem próbuję :-)

Kiedyś ktoś mi powiedział, że jak mi sie wydaje, iż nie mam czasu, to powinnam sobie znaleźć dodatkowe zajęcie, a bardzo szybko się przekonam, że jednak mam więcej czasu niż mi się wydaje. Ta metoda faktycznie działa i staram się z niej korzystać, ile się da. Jednak wszystko ma swoje granice i w końcu przychodzi taki moment, że już się nie da więcej wcisnąć w czasoprzestrzeń a jak się uda coś wcisnąć, to coś innego wypadnie. No,  jak to mówią, wyżej dupy nie podskoczysz, ale można próbować... 

Nie publikuję ostatno zbyt wiele, bo nie mam czasu. Od czasu do czasu spisuję nowe przemyślenia, by przy czasie je dopracować i opublikować, ale ...nie mam czasu. 

czasem dobrze się zatrzymać i popatrzeć wkoło

Pracuję około 30 godzin w tygodniu (no wiem, mówiłam już  pewnie ze 100 razy). 30 godzin to dużo godzin jak się przy tym dojeżdża rowerem po 10 km, ma własny dom, męża, troje dziecków w tym dwie nastolatki z 2 tysiącami problemów oraz na dokładkę królika i trochę własnych zajęć dodatkowych. Jest na prawdę co robić i nad czym myśleć. To kosztuje dużo energii, czasu i nerwów...

Zrezygnowałam z wolontariatu w bibliotece bo wyżej dupy... Może kiedyś tam wrócę, bo to zajęcie relaksujące i przyjemne. Może kiedyś..

Nie dawno postanowiłam zmienić biuro i właśnie jestem w trakcie. Nagle stwierdziłam, że mam dość Start People, bo po pierwsze zamknęli kantor w najbliższej okolicy (do którego miałam i tak 12 km z domu i ponad 20 km od klienta piątkowego) i który był czynny tylko w piątki, po drugie za często zdarza im sie zapominac o przysłaniu formularzy do wypełnienia (ileż razy można się dopominać), po trzecie płacą raz tak raz srak, nigdy nie wiem, kiedy dostanę jakieś pieniądze, po czwarte w innych biurach są różne dodatki, a w SP tylko łysa wypłata (no dodatek za przejazdy to nie dodatek). W nowym biurze dostanę dodatkowo do wypłaty ubezpieczenie szpitalne i dentystyczne oraz ELEKTRYCZNY ROWER. To ostatnie baaaardzo mi się podoba, zwłaszcza, że tego roweru mogę używać bez ograniczeń (zgodnie z regulaminem) także w prywatnych wycieczkach, w weekendy itp, a naprawy w razie wu opłaca firma. 

Jak się zmienia biuro? Sprawa niby prosta ale i dość skomplikowana zarazem.